Na plaży w słonecznej Florydzie rozegrał się dramat, który poruszył całe Stany Zjednoczone. 9-letnia Leah Lendel została zaatakowana przez rekina zaledwie kilka metrów od brzegu. W krytycznym momencie pierwszy do wody rzucił się 31-letni Luis Alvarez – budowlaniec z Nikaragui, który bez wahania zanurkował, by wyciągnąć dziecko. Dziś grozi mu deportacja.
Do zdarzenia doszło 11 czerwca na wyspie Gasparilla. – Jego ręka sięgnęła dziewczynki, zanim ktokolwiek z nas zdołał się poruszyć – relacjonował świadek Raynel Lugo. – Zanurkował głęboko, zupełnie nie zważając na zagrożenie.
Dziewczynka przeżyła atak rekina, choć jej prawa ręka została poważnie uszkodzona. Amerykańskie media nazwały Alvareza bohaterem. Ale zaledwie trzy dni później, 14 czerwca, został zatrzymany przez policję – za jazdę bez włączonych świateł.
W trakcie kontroli okazało się, że Alvarez nie ma prawa jazdy, a jedynie dokument EAD – pozwolenie na pracę. W dodatku to nie pierwszy raz – podobne wykroczenia miał już wcześniej w sąsiednim hrabstwie. Wówczas kończyło się na grzywnie. Tym razem – skończyło się aresztem.
Po zaostrzeniu polityki imigracyjnej przez Donalda Trumpa, sprawą natychmiast zajął się ICE (Urząd ds. Imigracji i Egzekwowania Ceł). 9 lipca Luis Alvarez stanie przed sądem i może zostać deportowany do Nikaragui, skąd pochodzi.
Tymczasem media przypominają: to właśnie Alvarez uratował życie dziecka. – Gdyby nie on, nie wiemy, jak by się to skończyło – mówią świadkowie. Internauci ruszyli z falą wsparcia, apelując do władz o „łaskę dla bohatera”.
Czy Ameryka podziękuje mu wyrokiem deportacyjnym?