Władimir Putin znów uderza w Polskę, sięgając po sprawdzony arsenał sowieckiej propagandy. Podczas Forum Wałdajskiego stwierdził, że Polska przed II wojną światową „popełniła wiele błędów”, a Niemcy rzekomo „oferowały pokojowe rozwiązania”. W jego narracji to nie ZSRR, a Warszawa miała ponosić część odpowiedzialności za wybuch wojny. Reakcje? Lawina oburzenia – także z samej Rosji.
Publicysta Wiktor Postnow na łamach „The Moscow Times” bez ogródek nazwał wystąpienie Putina „spleśniałą narracją”. Porównał jego retorykę do propagandowych zabiegów dyktatorów z XX wieku, którzy manipulowali historią, by usprawiedliwiać agresję i tłumić własne kompleksy. – Historia nie jest nauką, lecz narzędziem politycznym w ich rękach – ocenił.
To nie był odosobniony incydent. 17 września – w rocznicę sowieckiej agresji na Polskę – głos zabrał także Borys Gryzłow. W oficjalnym artykule opublikowanym przez rosyjską prasę przekonywał, że Armia Czerwona „przyniosła Białorusinom wolność”, a Polska „pękła pod bagnetem radzieckiego żołnierza”. Brzmi jak cytat z podręcznika z lat 50.
Rosyjska władza znów pisze historię na nowo – tym razem z jawnym przekazem: to nie Moskwa była agresorem, to sąsiedzi „prowokowali”. Fałszywa narracja? Tak. Ale jak pokazuje doświadczenie, to właśnie takie wypowiedzi budują dziś nową politykę Kremla.