Na Dolnym Śląsku doszło do bezprecedensowego wstrząsu w szeregach PiS – Jarosław Kaczyński własnoręcznie wyrzucił połowę lokalnego klubu radnych. To efekt brutalnej rozgrywki o władzę, w której główne role grają Elżbieta Witek i Michał Dworczyk, a w tle majaczy cień samego Mateusza Morawieckiego.
Awantura, która wybuchła we Wrocławiu, zaczęła się od próby odwołania Piotra Karwana – szefa klubu PiS, człowieka Witek. Radni, niezadowoleni z jego działań i podejrzewani o sympatie wobec Dworczyka i Morawieckiego, postanowili działać. W odpowiedzi Elżbieta Witek natychmiast ruszyła do Jarosława Kaczyńskiego, przekonując go, że trzeba zrobić „porządek”.
Prezes PiS nie zawahał się – podpisał decyzję o wyrzuceniu siedmiu radnych i zawieszeniu ich w partii. To wywołało burzę, nie tylko lokalnie, ale i w całym ugrupowaniu. Ruszyła lawina telefonów na Nowogrodzką, a przeciwnicy Witek mówią o czystce wymierzonej w ludzi Morawieckiego.
W tle pojawiają się spekulacje, że konflikt może być początkiem rozłamu w partii lub nawet próbą budowy nowego bytu politycznego przez byłego premiera. Inni twierdzą, że wyrzuceni radni mogą dogadać się z Platformą. Atmosfera jest gęsta od teorii o zdradzie, spiskach i zakulisowych układach.
Radni nie zamierzają się poddawać – w wydanym oświadczeniu apelują do Kaczyńskiego o wysłuchanie i liczą na powrót do klubu. Co więcej, prezes może się jeszcze zreflektować – jak mówią źródła bliskie PiS, rozważane jest „posklejanie” klubu na nowo.
Jedno jest pewne – dolnośląska wojna frakcji to nie tylko lokalna awantura. To przedsmak większego przesilenia w PiS, które może zmienić układ sił w partii na długo przed kolejnymi wyborami.