W Rosji wrze – nie na ulicach, ale w portfelach obywateli. Gospodarka coraz mocniej odczuwa skutki wojny w Ukrainie, a zwykli Rosjanie zaczynają płacić cenę imperialnych ambicji Kremla. Od nowego roku podatek VAT wzrośnie z 20 do 22 proc., mimo że jeszcze niedawno Władimir Putin obiecywał, że do 2030 roku żadnych nowych podwyżek nie będzie.
To jednak nie jedyne złamanie słowa przez rosyjskie władze. Już w 2025 r. zmieniono zasady podatków dochodowych i od zysków – oczywiście z korzyścią dla państwowej kasy, a nie obywateli. Teraz dochodzi kolejna podwyżka, która uderzy we wszystkich. Oficjalny powód? Narastająca dziura budżetowa i gospodarcza stagnacja pogłębiająca się z każdym miesiącem wojny.
Eksperci ostrzegają, że sytuacja będzie się pogarszać. – Kryzys ekonomiczny nie powstrzyma Putina ani od dalszej agresji w Ukrainie, ani od konfrontacji z Zachodem – mówi Filip Rudnik z Ośrodka Studiów Wschodnich. Jego zdaniem Kreml woli drenować kieszenie obywateli niż zrezygnować z prowadzenia wojny.
Choć na razie Rosjanie nie wychodzą na ulice, frustracja narasta. Inflacja rośnie, realne dochody spadają, a ceny podstawowych produktów szybują w górę. Jednocześnie państwo inwestuje w zbrojenia i aparat represji – wszystko, by utrzymać władzę i podtrzymać wojnę.
Putin stoi dziś przed wyborem: zrezygnować z ambicji i uratować gospodarkę, czy kontynuować kurs konfrontacji – kosztem własnych obywateli. Na razie wszystko wskazuje na to, że wybrał to drugie.