W Ameryce trwa polityczna rewolucja oparta na… postprawdzie. Donald Trump, niegdyś celebryta, dziś znów poważny gracz na scenie politycznej, uczynił kłamstwo nie tylko orężem, ale i fundamentem swojej władzy. Prawda? To już nie waluta polityki – dziś liczy się przekaz, który najmocniej uderzy w emocje.
Media próbujące jeszcze weryfikować fakty ledwo trzymają się na powierzchni. Tymczasem Trump i jego otoczenie bezceremonialnie promują teorie spiskowe, ignorują naukę i opluwają dziennikarzy. Na ich miejsce wspierają wielkich graczy z Doliny Krzemowej, których algorytmy faworyzują najbardziej kontrowersyjne i angażujące treści – najczęściej oderwane od rzeczywistości.
Eksperci alarmują: to nie są już wybryki jednostki, ale systemowa erozja zaufania obywateli do instytucji. Jeśli społeczeństwo nie wierzy w służby, lekarzy, naukowców czy wymiar sprawiedliwości, chaos jest tylko kwestią czasu. A każda kryzysowa sytuacja – od pandemii po zagrożenia wewnętrzne – staje się nie do opanowania.
Trump, według publicysty Dariusza Ćwiklaka, buduje swoje imperium nie na faktach, lecz na emocjonalnych fajerwerkach. Prawda w takim układzie przegrywa z clickbaitem. I choć sytuacja wydaje się groteskowa, skutki mogą być katastrofalne – nie tylko dla USA.