Polityczna wojna o butelki trwa w najlepsze, a Polacy z każdej strony słyszą coś innego: jedni mówią, że to wymysł Tuska, drudzy – że to błędne dzieło Morawieckiego, jeszcze inni obwiniają Unię Europejską. Jak jest naprawdę?
System kaucyjny to nie lokalna fanaberia, ale obowiązek nałożony na Polskę przez Unię Europejską w ramach tzw. dyrektywy SUP. Podpisana z entuzjazmem przez prawie wszystkich polskich europosłów – w tym większość z PiS – nakazuje drastyczne zwiększenie poziomu zbiórki butelek i puszek: 77% do 2025 roku i aż 90% do 2029.
To rząd Zjednoczonej Prawicy przygotował pierwszą wersję ustawy i przeforsował ją przez Sejm w lipcu 2023 roku. Głosowało za nią aż 228 posłów PiS. Podpisał ją Andrzej Duda. Ale po wyborach okazało się, że system był dziurawy jak sito – umożliwiał masowe wyłudzanie kaucji i miał ogromną lukę finansową. Nowy rząd przeprowadził audyt, wprowadził zamknięty obieg finansowy i przesunął termin startu systemu na październik 2025 roku.
Co zrobiło wtedy PiS? Wstrzymało się od głosu przy nowelizacji swojej własnej ustawy. Polityczny manewr? Wszystko na to wskazuje.
Prawda jest taka: system kaucyjny ma dwóch ojców. Jeden go stworzył, drugi – uratował przed katastrofą. A teraz obie strony próbują przypisać zasługi i zrzucić winę. Tylko że historia głosowań nie kłamie. Kto naprawdę stoi za tym systemem, a kto próbuje umyć ręce – to już każdy Polak może ocenić sam.