Władimir Putin zakończy wojnę w Ukrainie dopiero wtedy, gdy zrozumie, że zwycięstwo jest poza jego zasięgiem – tak ocenił w wywiadzie dla CNN Radosław Sikorski, szef polskiej dyplomacji i wicepremier. Zdaniem ministra, taki przełom nie nastąpi sam – potrzebne są ostrzejsze sankcje gospodarcze wobec Rosji i większe wsparcie wojskowe dla Ukrainy.
Sikorski podkreślił, że ofensywa rosyjska słabnie, a gigantyczne terytorium Rosji staje się jej słabością – Kreml nie nadąża z obroną wszystkich strategicznych obiektów. Ukraina, według niego, już uderzyła w około połowę rosyjskich rafinerii, co znacząco utrudnia dalsze działania wojenne Rosji.
W rozmowie nie zabrakło odniesienia do zmiany stanowiska Donalda Trumpa wobec wojny. – Trump widzi to, co my: że Rosja nie wygrywa – stwierdził Sikorski. Jego zdaniem były prezydent USA „lubi stawiać na zwycięzców”, więc zmiana tonu nie jest przypadkowa.
Sikorski porównał wojnę do I wojny światowej – według niego zakończy się ona wtedy, gdy któraś ze stron po prostu nie będzie już miała środków, by ją kontynuować. – Putin zaczynał tę wojnę z naiwną wiarą, że Kijów upadnie w trzy dni, a Ukraińcy przyjmą Rosjan z otwartymi ramionami. Wszystko to okazało się fikcją – zaznaczył.
Minister zauważył też, że Putin nie może przyznać się do porażki ani przed narodem, ani przed samym sobą. Dlatego, jak dodał, takie wojny często trwają latami – aż do momentu, gdy agresor zrozumie, że dalsza walka nie ma sensu.
– Każda przegrana wojna Rosji kończyła się reformami. Dlatego klęska Putina byłaby korzystna nie tylko dla Ukrainy i Zachodu, ale także dla samej Rosji – podsumował Sikorski.