Donald Trump, występując na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ, znów pokazał, że potrafi wzbudzać emocje – i to niekoniecznie te, których oczekiwaliby sojusznicy. Zamiast konkretów o Ukrainie czy Bliskim Wschodzie, prezydent USA skupił się na… windzie w siedzibie ONZ i wyśmiewaniu polityki klimatycznej.
CNN zwraca uwagę, że było to pierwsze wystąpienie Trumpa w jego drugiej kadencji, ale zabrakło w nim wyraźnego stanowiska wobec globalnych kryzysów. Amerykański prezydent unikał odpowiedzi na temat wojny w Europie, zamiast tego opowiadając o swoich doświadczeniach jako dewelopera i „kryzysie windowym” w Nowym Jorku.
Trump uderzył także w sojuszników – skrytykował Wielką Brytanię, wyśmiewał działania ekologów i zarzucił innym krajom, że to one zanieczyszczają świat. – My mamy czyste powietrze, to z Chin przylatuje ten smog – przekonywał, dodając, że „ekolodzy chcą zabić wszystkie krowy”.
Prezydent USA zakwestionował sens istnienia samego ONZ, pytając wprost: „Po co to wszystko?”. W jego ocenie Organizacja Narodów Zjednoczonych to dziś instytucja, która daje więcej frustracji niż rozwiązań – czego dowodem miała być nieszczęsna winda, którą nazwał swoją jedyną „nagrodą” za międzynarodową działalność.
Z kolei prezydent Zełenski, pytany o spotkanie z Trumpem, potwierdził, że padły zapewnienia o wsparciu. Ale konkretów – przynajmniej na forum ONZ – wciąż brak.