Minister edukacji Barbara Nowacka odpiera krytykę i z dumą broni wprowadzenia edukacji zdrowotnej do polskich szkół. Jej zdaniem to długo wyczekiwana odpowiedź na potrzeby współczesnego świata – choć przedmiot nie jest obowiązkowy, ma potencjał, by zmienić świadomość zdrowotną całego pokolenia.
W programie „Fakty po Faktach” Nowacka przyznała, że wokół tematu narosło wiele niepotrzebnych emocji i polityki. – To hałas, który trzeba uspokoić. Ten przedmiot to coś naprawdę potrzebnego. Dajmy sobie rok, by obalić mity i stereotypy – apelowała.
Program nauczania obejmuje takie zagadnienia jak zdrowe odżywianie, rozpoznawanie objawów chorób, walka z otyłością czy poruszanie się w systemie ochrony zdrowia. Zaledwie 5 proc. treści dotyczy świadomości seksualnej, co nie przeszkadza konserwatywnym środowiskom w głośnej krytyce.
Nowacka nie ukrywa, że sama chciała, aby przedmiot był obowiązkowy. – To kompetencje na całe życie. Jeśli rodzice wypisują dzieci z tych zajęć, powinni przynajmniej poświęcić im czas i nie zostawiać ich samych z internetem – podkreśliła.
Minister odniosła się też do zarzutów o brak materiałów dydaktycznych: – To nie ministerstwo pisze podręczniki. Wydawnictwa miały czas, ale nie zdecydowały się zareagować. Jeden podręcznik jest w przygotowaniu. Mamy natomiast przygotowanych nauczycieli – zaznaczyła.
Nowacka zaapelowała o zaufanie do pedagogów i zakończyła jasno: – Ten przedmiot nie został upolityczniony. Jego podstawę programową stworzyli lekarze, nie politycy.