Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski skomentował w TVN24 szczyt Trump-Putin na Alasce, zwracając uwagę na symboliczne gesty, które – jego zdaniem – miały ogromne znaczenie dyplomatyczne. Wspólna limuzyna, poklepywanie po plecach, uśmiechy – to wszystko sprawiło, że rosyjskie media ogłosiły wręcz euforię.
Sikorski zaznaczył, że choć pozornie drobne, takie sygnały są w dyplomacji potężnym narzędziem. “Rywalowi zawsze trzeba zostawić off-ramp – szansę na zejście z niewłaściwej drogi. Ale czasem taka szansa ma swoją cenę” – mówił.
Polityk zauważył, że same gesty nie wystarczą – za kulisami muszą pracować profesjonalne zespoły negocjatorów, które przekształcą dobre intencje w konkretne porozumienia. “Na razie tego nie widzimy” – ocenił.
Szczególną uwagę zwrócił też na list Melanii Trump, przekazany Putinowi podczas szczytu. “To osobista, emocjonalna prośba o uwolnienie ukraińskich dzieci wywiezionych do Rosji. To może być moment, w którym Rosja cofnie się o krok” – powiedział, dodając: “Doceniam jej rolę – daje Putinowi szansę wyjęcia głowy spod toporu”.
Sikorski potwierdził również udział Polski w niedzielnym spotkaniu “koalicji chętnych”, czyli 33 państw wspierających Ukrainę, ale wykluczył wysyłanie polskich wojsk na front. Dodał, że choć zaproszenia na spotkanie w Waszyngtonie krążą, to decyzje o udziale nie zostały jeszcze podjęte.
Na koniec podkreślił: “Będziemy bronić zasady: nic o Ukrainie bez Ukrainy. To Ukraina zdecyduje, czy chce walczyć dalej, czy zaakceptować trudny kompromis”.