Wypowiedź Grzegorza Brauna o rzekomym braku komór gazowych w Auschwitz to coś znacznie więcej niż prowokacja czy szokujące poglądy jednego z posłów. To przykład działania, które – zdaniem wielu ekspertów – może uderzyć w fundamentalne interesy Polski jako państwa. I to w momencie, gdy świat balansuje na krawędzi nowego ładu geopolitycznego.
W ostatnich dniach wypowiedzi Brauna wywołały falę oburzenia nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Negowanie Holokaustu i głoszenie poglądów będących w sprzeczności z faktami historycznymi – szczególnie w kontekście Auschwitz, które stało się symbolem Zagłady – godzi w podstawy pamięci historycznej współczesnego świata. Jednak, jak zauważa publicysta Michał Szułdrzyński, sprawa ma również dużo głębszy wymiar.
„To nie są tylko szokujące tezy. To cios w polską rację stanu” – pisze autor w „Rzeczpospolitej”.
W jego ocenie Braun – niezależnie od tego, czy działa na własną rękę, czy z inspiracji zewnętrznej – wpisuje się w scenariusz, który idealnie pasuje do interesów Kremla. Publiczne podważanie faktu istnienia komór gazowych w niemieckim nazistowskim obozie Auschwitz-Birkenau to dokładnie ten rodzaj przekazu, który może być wykorzystywany przez wrogów Polski do budowania fałszywego obrazu naszego kraju jako antysemickiego, skrajnie nacjonalistycznego i nienadającego się do współpracy w ramach wspólnoty transatlantyckiej.
Ten problem staje się jeszcze poważniejszy, gdy zauważy się, że Braun nie jest postacią marginalną. W wyborach prezydenckich uzyskał ponad milion głosów – a więc reprezentuje realną część elektoratu. Jego obecność w Sejmie oraz możliwość występowania z mównicy parlamentarnej sprawia, że jego słowa mogą być interpretowane jako głos poważnej siły politycznej w Polsce.
Nie można też zapominać o kontekście międzynarodowym. Przypinanie Polsce łatki kraju tolerującego antysemityzm i negacjonizm historyczny może wpłynąć na relacje z kluczowymi partnerami, w tym ze Stanami Zjednoczonymi. A te relacje – zwłaszcza przy napiętej sytuacji na Bliskim Wschodzie i silnych więzach między administracją USA a Izraelem – są kluczowe dla naszego bezpieczeństwa i pozycji geopolitycznej.
W tym kontekście przypominanie, że Auschwitz to miejsce zagłady ponad miliona ludzi – głównie Żydów – i że to Niemcy byli odpowiedzialni za tę zbrodnię, nie jest jedynie akademicką sprawą. To kwestia naszej wiarygodności jako państwa, które chce być częścią wspólnoty wartości Zachodu.
I chociaż można mieć zastrzeżenia do polityki Izraela – zwłaszcza w kontekście konfliktu w Strefie Gazy – to jednak zupełnie inny poziom dyskusji niż negowanie Holokaustu. Takie wypowiedzi, jak ta Brauna, rozmywają granicę między sporem politycznym a dezinformacją i ideologiczną przemocą, która rani nie tylko pamięć o ofiarach, ale i realnie szkodzi interesom Polski.