Po 15 latach sąd nieprawomocnie orzekł, że Kazimierz Marcinkiewicz nie musi już płacić alimentów na swoją byłą żonę, Izabelę O. W rozmowie z Wirtualną Polską były premier nie krył emocji i określił ten związek jako „błąd całego życia”.
– Kiedy sędzia powiedziała, że nie muszę już płacić, łzy stanęły mi w oczach – mówi Marcinkiewicz. – Po raz pierwszy ktoś w sądzie powiedział prawdę: nie ja jestem winny tej sytuacji.
Byli razem zaledwie trzy lata, ale przez kolejne 15 lat polityk płacił alimenty. Łącznie ponad 566 tys. zł, nie licząc 312 tys. zł przekazanych podczas separacji. – Pani Olchowicz nie podjęła żadnej pracy, nie zwróciła się po pomoc do żadnej instytucji – dodaje.
Konsekwencje i medialna burza
Marcinkiewicz przyznaje, że związek z młodszą partnerką zrujnował nie tylko jego finanse, ale także życie zawodowe i wizerunek. – Przez te wszystkie lata chodziłem po sądach, komisariatach. Wszystkie sprawy wygrałem, ale kosztowały mnie czas i nerwy – mówi.
Polityk twierdzi, że został celowo „zniszczony” medialnie. W 2019 r. zrezygnowano z jego startu w wyborach do europarlamentu po fali negatywnej prasy. – W trzy miesiące pojawiło się 360 artykułów na mój temat, większość z nich inspirowała moja była żona – twierdzi Marcinkiewicz.
Nowy początek?
Dziś Kazimierz Marcinkiewicz deklaruje, że odzyskał spokój i buduje nowe życie u boku kobiety, która – jak mówi – w pełni go wspiera. – Czuję się lekki, jakbym uniósł się dwa metry nad ziemią. Mam prawo do życia i szczęścia – mówi.
Wspominając medialne początki swojego poprzedniego związku, stwierdza: – Byłem zamulony. Sesje, wywiady – to nie było moje. Ona chciała być celebrytką, ja nie. Działo się to poza moją kontrolą.
Dziś były premier nie ma wątpliwości: – Ten związek nigdy nie miał prawa się udać. To była katastrofa.