Czy naprawdę musimy otwierać nowy front wojny domowej, gdy świat płonie? – pyta retorycznie Artur Bartkiewicz w swoim poruszającym komentarzu na temat sytuacji geopolitycznej i politycznego chaosu w Polsce.
Iran, Izrael, Ukraina, Rosja – globalny porządek, zbudowany po II wojnie światowej, trzęsie się w posadach. Kolejne konflikty, zagrożenia militarne, narastające napięcia między mocarstwami – świat stoi na skraju poważnego kryzysu, który może dotknąć każdego z nas.
W tym samym czasie, w Polsce trwa kolejny akt politycznej wojny domowej. Premier Donald Tusk, który jeszcze w piątek apelował o spokój i szacunek dla wyniku wyborów prezydenckich, już dzień później – w sobotę – zamieścił na platformie X (dawniej Twitter) wpis, który jednoznacznie podważa wynik głosowania, sugerując, że zwycięska strona (Duda, Kaczyński, Nawrocki) „nie chce poznać prawdy”.
Zamiast studzić emocje – dolewa oliwy do ognia, który od miesięcy roznieca również Roman Giertych i inni przedstawiciele radykalnych środowisk. Bartkiewicz alarmuje, że to nie jest moment na wewnętrzne rozgrywki, kiedy świat realnie zmierza ku destabilizacji.
„Nie podpalajmy kraju, gdy świat płonie” – to nie tylko tytuł komentarza, ale i dramatyczny apel o rozsądek. W momencie, gdy bezpieczeństwo międzynarodowe jest zagrożone, Polska potrzebuje stabilności, nie politycznej histerii.
Czy politycy pójdą po rozum do głowy? Czy nadal będą traktować kraj jak poligon do partyjnych gierek? Artykuł Bartkiewicza to zimny prysznic, przypomnienie, że są sprawy ważniejsze niż słupki poparcia.