Drugi tydzień rozpoczął się od zimna. Wiatr przeniknął do bloków, a chmury zstąpiły tak, że wydawało się, że naciskał miasto. Psy bezdomne nie żyją długo w takich dniach. A jednak, kiedy przechodziłem na rynek, był tam. W tym samym pudełku, tym razem pokryte małym, brudnym, wełnianym kocem. Ktoś próbował mu pomóc. Zatrzymałem się. – Czy to tutaj? – zapytałem bez patrzenia na nikogo. – Gdzie iść? – powiedziała stara kobieta z warzyw. -Omówiłem go zeszłej nocy, pada deszcz. Nie chce się stąd wydostać. Po prostu zostań i poczekaj. Tylko Bóg wie, co …
Z połknąłem w ust. Nie szkiwał żadnego gestu, po prostu na mnie patrzył. Jego czarne, błyszczące oczy spojrzały na mnie delikatnością, która prawie bolała. – Jak ma się nazywać? – zapytałem, nie wiedząc, dlaczego. -Nie ma nazwy. Ale jakby „czekał na niego”-uśmiechnął się do sprzedawcy ryb. -Tak się spodziewane …
Wyszedłem ponownie. Ale tej nocy w domu nie mogłem jeść. Nie czytać. Nie zasypiaj. Wydawało mi się, że widzę jego oczy wszędzie. Dlaczego ten cichy, mokry, nieznany szczeniak nie wydostał się z mojego umysłu? Może dlatego, że nic nie prosił. Po prostu … miał nadzieję. Następnego ranka wziąłem dwie torby: jedną ze starym kocem, drugi z puszką mięsa i plastikową miską. Kiedy przyjechałem – pudełko było puste. Moje serce zostało zebrane. – Gdzie to jest? – zapytałem spanikowanego. „Myślę, że poszedł za tobą” – powiedziała kobieta z jajka. „Po wczorajsze wyszedł, on wstał, opiekował się tobą i poszedł do rogu ulicy. Nie wrócił. Zatrzymałem się. Poczułem, że kolana zostały pokrojone. Wyglądałem na pustego, z kocem ciasnym w ramionach, czując się winny czegoś ogromnego i nieodwracalnego. Odwróciłem się przez okolicę, wszedłem na ulice wokół. Nic. Nic. Nic. Nic. Nic. Nie wróciłem do domu z moczami, łzami, ale następnego dnia, gdy wyszedłem z bloku. the wall, as if he didn’t want to disturb. When he saw me, he got up hard and gave the tail only once. So much. No jumps, no scheunate. Just the tail, slowly. And again – the look. I knelt down the sidewalk. I clasped him in his arms without saying a word. He sighed, as if tired of waiting. – Come on, we go home, – I whispered. Since then, my house is more alive. I don’t know how to explain, but the Air zaczyna się od jego wielkich, co patrzy na to, że „zostajesz? Szczepienie. Za każdym razem.