Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro może mieć poważne kłopoty. Sejmowa komisja śledcza ds. Pegasusa oficjalnie zawiadomiła Prokuraturę Krajową o podejrzeniu popełnienia przez niego przestępstwa. Przewodnicząca komisji Magdalena Sroka nie owijała w bawełnę – „czasy bezkarności się skończyły”.
Zarzuty dotyczą nadużyć związanych z Funduszem Sprawiedliwości. To z tych środków miały zostać sfinansowane zakupy inwigilacyjnego oprogramowania Pegasus. Sroka podkreśla, że mimo ostrzeżeń służb o zagrożeniu wycieku danych do obcych państw, Ziobro zgodził się na zakup systemu. Jej zdaniem środki miały trafić do ofiar przestępstw, a nie na technologie szpiegowskie.
Wiceszef komisji Tomasz Trela poszedł jeszcze dalej, oskarżając Ziobrę o świadome użycie Pegasusa jako politycznego narzędzia przeciwko oponentom, sędziom i dziennikarzom. Jak dodał, Ziobro unikał stawiennictwa przed komisją, licząc na uniknięcie zawiadomienia – bezskutecznie.
Złożone zawiadomienie zawiera nie tylko dokumenty i zeznania, ale też – jak zaznacza Trela – „konkretne fakty”. Komisja oczekuje, że prokuratura szybko przedstawi zarzuty i skieruje sprawę do sądu.
Podczas ubiegłotygodniowego przesłuchania, które trwało aż osiem godzin, Ziobro przyznał, że to on był inicjatorem zakupu Pegasusa, choć odpowiedzialność przerzucił na ówczesnego wiceministra Michała Wosia.
Sprawa Pegasusa to jeden z najbardziej kontrowersyjnych tematów ostatnich lat, a teraz wraca z pełną mocą – i potencjalnie poważnymi konsekwencjami dla twórcy „reformy wymiaru sprawiedliwości”.