Wypowiedź Angeli Merkel dla węgierskiego kanału Partizan z 3 października błyskawicznie przerodziła się w medialną sensację – ale nie przez to, co naprawdę powiedziała, lecz przez interpretację niemieckiego tabloidu „Bild”. To właśnie jego teza, jakoby była kanclerz „obwiniła Polskę” za wybuch wojny w Ukrainie, została bezkrytycznie powielona przez wiele polskich redakcji.
Faktycznie, Merkel wspomniała, że Polska i kraje bałtyckie w 2021 roku sprzeciwiły się propozycji Unii Europejskiej dotyczącej rozmów z Putinem. Nie padły jednak żadne słowa o winie, współwinie ani odpowiedzialności. Tymczasem liczne portale – od TVP Info po Onet i Gazeta.pl – zbudowały nagłówki, które sugerowały coś zupełnie innego. Internauci oburzeni, politycy oburzeni, a cała sprawa oparta na tytule jednego tabloidu.
Dopiero po czasie część mediów zaczęła edytować swoje materiały, dodając, że kontrowersyjne twierdzenie to interpretacja prasy, a nie cytat. Rzeczniczka Merkel podkreśliła: jej wypowiedzi były jasne i zgodne z tym, co mówiła od dawna – to Unia nie zdołała zbudować wspólnej linii wobec Rosji.
To przykład, jak jedna narracja może zdominować dyskurs publiczny – mimo że… opiera się na niedopowiedzeniu i emocjonalnym nagłówku.