Po dziewięciu próbach i jednym przymusowym doprowadzeniu przez policję – Zbigniew Ziobro wreszcie stanął przed sejmową komisją ds. Pegasusa. I nie tylko nie wypierał się niczego… ale przyznał wprost: wiedział o inwigilacji Sławomira Nowaka, Romana Giertycha i osób powiązanych z Polnordem. Co więcej, chwalił skuteczność Pegasusa i podkreślił, że sam współdecydował o jego zakupie z Funduszu Sprawiedliwości. – I zrobiłbym to jeszcze raz – oznajmił.
Ziobro tłumaczył, że narzędzie to było potrzebne, by „rozbić międzynarodowe grupy przestępcze”, rzekomo związane z byłymi politykami i ludźmi bliskimi Donaldowi Tuskowi. Z ust byłego ministra sprawiedliwości padły też ostre zarzuty wobec obecnej prokuratury – jego zdaniem „skrecono” sprawy przeciwko Giertychowi i Nowakowi z powodów politycznych.
Komisja przypomniała, że zakup Pegasusa odbył się z pominięciem procedur – za 25 mln zł z Funduszu Sprawiedliwości. System miał być wykorzystywany nie tylko wobec przestępców, ale też dziennikarzy, polityków i działaczy opozycji.
To przesłuchanie może okazać się punktem zwrotnym w sprawie, która od miesięcy rozgrzewa polską scenę polityczną. Pytanie, które pozostaje: kto jeszcze był podsłuchiwany – i za czyją zgodą?