Mianowanie Sławomira Cenckiewicza na szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego może okazać się dla prezydenta Karola Nawrockiego polityczną pułapką – tak twierdzi poseł Lewicy Krzysztof Śmiszek. W programie „Kropka nad i” wybrzmiała ostra dyskusja o tym, czy nowy szef BBN w ogóle ma dostęp do najbardziej tajnych informacji.
– Prezydent napytał sobie biedy tą decyzją. Jak ktoś ma kierować bezpieczeństwem państwa, skoro nie może czytać najbardziej wrażliwych notatek? – grzmiał Śmiszek, sugerując, że najtajniejsze dokumenty będą omijały Cenckiewicza szerokim łukiem.
Oliwy do ognia dolały doniesienia, że po niedawnym incydencie z rosyjskimi dronami, kluczowa notatka miała nie trafić do rąk nowego szefa BBN. Sam Cenckiewicz nie zaprzeczył, mówiąc jedynie, że „akurat tej notatki nie widział”.
Kazimierz Smoliński z PiS próbował ratować sytuację, twierdząc, że decyzja o odebraniu dostępu do informacji niejawnych została uchylona przez sąd. – To oznacza, że dostęp istnieje – przekonywał.
W tle tej burzy wciąż pozostaje fakt, że w lipcu 2024 roku Służba Kontrwywiadu Wojskowego odebrała Cenckiewiczowi poświadczenie bezpieczeństwa – dokument niezbędny do pracy z informacjami ściśle tajnymi.
Sprawa ma też wymiar polityczny. Cenckiewicz był twarzą kontrowersyjnej komisji ds. rosyjskich wpływów, powołanej przez rząd PiS. Jej działalność – według opozycji – miała uderzyć w Donalda Tuska przed wyborami.