To było jedno z najmocniejszych wystąpień polskiego dyplomaty od lat. Radosław Sikorski, reprezentując Polskę podczas nadzwyczajnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ, nie owijał w bawełnę. W odpowiedzi na rosyjską prowokację nad Estonią, uderzył w Moskwę z pełną siłą – bez dyplomatycznych półśrodków.
– Jeśli to był przypadek, to czemu nie przeprosiliście? – zapytał Sikorski. – Zamiast tego słyszymy kolejne kłamstwa, kolejne prowokacje. Tak się nie zachowuje państwo, które deklaruje pokój.
Szef MSZ przypomniał o sabotażach na terenie Europy, w tym Polsce. Wspomniał o “obłąkanym nacjonalizmie” Rosji i wezwał do solidarności z krajami zagrożonymi rosyjską agresją – Estonią, Rumunią, Polską i całą wschodnią flanką NATO.
Kulminacja? Ostra, jednoznaczna deklaracja:
– Jeżeli rosyjski dron lub samolot zostanie zestrzelony nad NATO, a wrak spadnie na nasze terytorium – nie przychodźcie o niego skomleć. Zostaliście ostrzeżeni.
W rozmowie z dziennikarzami po posiedzeniu, Sikorski wyjaśnił: Rosja wysyła nieuzbrojone drony z bardzo konkretnym celem. To nie przypadek – to testowanie granic.
– My widzimy fakty. Jeśli trzeba będzie bronić naszego nieba, zrobimy to. A potem niech Moskwa nie udaje ofiary – dodał.
Czy Putin potraktuje to ostrzeżenie poważnie?