Władimir Putin podkręca tempo wojny na Ukrainie – i nie chodzi tu tylko o działania militarne. Według ustaleń amerykańskiego Bloomberga, Kreml dąży do złamania Kijowa psychicznie, strategicznie i energetycznie. Ataki na infrastrukturę cywilną i energetyczną mają wymusić na Ukrainie kapitulację przy stole negocjacyjnym – oczywiście na warunkach dyktowanych przez Moskwę.
Niepokojące jest to, że te działania nasiliły się tuż po spotkaniu Putina z Donaldem Trumpem. Rosja najwyraźniej liczy na to, że Stany Zjednoczone nie zareagują stanowczo, zwłaszcza dopóki Unia Europejska nie podejmie pierwszego kroku w sprawie sankcji.
Putin poszedł o krok dalej – zaproponował „zamrożenie” linii frontu, ale… w zamian za legalizację zdobytych terenów. Ukraina tę ofertę natychmiast odrzuciła, co Kreml natychmiast wykorzystał jako pretekst do kolejnych ataków.
Eksperci ostrzegają: to nie tylko wojna na froncie, ale gra psychologiczna i geopolityczna. Putin obserwuje reakcje świata na inne konflikty – jak izraelska ofensywa w Gazie – i wyciąga wnioski. Zdaniem Kremla, Zachód stosuje podwójne standardy, co tylko ośmiela Moskwę do dalszych działań.
Czy świat naprawdę wie, jak daleko Putin jest gotów się posunąć?