Nowe fakty z gdańskiego półświatka: „Rozi” to tylko fasada. Kulisy imperium seksbiznesu i brutalnych porachunków

To nie był zwykły drink-bar. „Rozi” w Gdańsku, znany lokal nocny, krył za swoją fasadą działalność zorganizowanej grupy przestępczej. Według śledztwa, gang sutenerów zarobił tam dziesiątki milionów złotych na przymusowej prostytucji, narkotykach i haraczach. Wszystko pod kontrolą osób związanych z subkulturą kibicowską i sportami walki.

Dziennikarz Bertold Kittel z „Superwizjera” w swoim reportażu „Sutenerzy Trójmiasta” ujawnia, że w Gdańsku nie ma wolnego rynku usług seksualnych. Kobiety zeznające w procesie mówiły wprost: każda musi płacić „ochronie”, bo inaczej nie może działać. Miasto, jak twierdzi prokuratura, zostało podzielone na strefy wpływów kontrolowane przez przestępcze klany. Na ich czele miał stać Olgierd L., który po wyjściu z więzienia zbudował swoją siatkę z lojalnych członków byłej grupy „Żaby”.

Wśród oskarżonych znaleźli się m.in. Grzegorz H. ps. Śledziu, znany neonazista, oraz Patryk M. ps. Wielki Bu. Obaj, jak ustalili dziennikarze, są powiązani z osobami z otoczenia prezydenta elekta Karola Nawrockiego.

Kittel ostrzega, że ujawnione informacje to zaledwie początek. W materiale są nagrania z monitoringu, podsłuchy i zeznania, ale skala układów i przemocy może być o wiele większa. – Gdańsk stał się nieformalną stolicą seksbiznesu w Polsce – mówi dziennikarz, dodając, że wiele wskazuje na głębokie powiązania między przestępcami a światem publicznym.

W „Rozi” dochodziło do przemocy, a dawne konflikty kończyły się zamachami z bronią automatyczną. A wszystko to w cieniu oficjalnych struktur miasta.

Leave a Comment