Prezydent USA Donald Trump ogłosił, że skraca swoje ultimatum dla Rosji z 50 do 10 dni na zawarcie porozumienia kończącego wojnę w Ukrainie. Jeśli do tego czasu nie dojdzie do negocjacji, USA nałożą sankcje i cła, w tym 100-procentowe taryfy na kraje kupujące rosyjską ropę. „Jestem bardzo rozczarowany Putinem” – powiedział Trump, wyrażając frustrację brakiem odpowiedzi Kremla.
Nowy termin i groźba sankcji
W poniedziałek, 28 lipca 2025 roku, podczas rozmowy z dziennikarzami na pokładzie Air Force One po wizycie w Szkocji, Trump zapowiedział skrócenie ultimatum z 50 do 10–12 dni, a dzień później doprecyzował, że sankcje zostaną wprowadzone za 10 dni, jeśli Rosja nie podejmie rozmów pokojowych. – Potem nałożymy sankcje i cła. Nie wiem, czy to wpłynie na Rosję, bo Putin chce Ukrainy – stwierdził prezydent, cytowany przez Reuters. Dodał, że brak odpowiedzi ze strony Moskwy to „wielka szkoda”, bo w wojnie ginie nawet 7 tysięcy żołnierzy tygodniowo po obu stronach.
Sankcje mają obejmować 100-procentowe cła na towary z krajów kupujących rosyjską ropę, takich jak Chiny czy Indie. To tzw. sankcje wtórne, które mają uderzyć w rosyjską gospodarkę poprzez ograniczenie jej przychodów z eksportu energii. Trump bagatelizował obawy o wzrost cen ropy na świecie, twierdząc, że USA zwiększą własne wydobycie, by zrekompensować ewentualne straty.
Reakcje i kontekst
Rzeczniczka Departamentu Stanu Tammy Bruce podkreśliła, że Trump może wprowadzić sankcje nawet przed upływem 10 dni, jeśli uzna to za konieczne. – Prezydent był cierpliwy, ale niektórzy źle to zinterpretowali. Czas na błędne interpretacje minął – oświadczyła, sugerując, że USA są gotowe na zdecydowane kroki. Przyznała jednak, że sankcje na Chiny czy Indie mogą wywołać skutki uboczne, które są obecnie analizowane.
Rosja odrzuciła ultimatum, nazywając je „teatralnym”. Były prezydent Dmitrij Miedwiediew napisał na platformie X, że Trump prowadzi „grę w ultimata”, która może prowadzić do eskalacji konfliktu z USA. Z kolei minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow stwierdził, że Rosja będzie kontynuować wojnę, dopóki nie osiągnie swoich celów, w tym aneksji czterech ukraińskich obwodów i zablokowania członkostwa Ukrainy w NATO.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski pochwalił Trumpa za „zdecydowaną postawę” i podkreślił, że sankcje są kluczowe dla powstrzymania Rosji. – Rosja zwraca uwagę na sankcje i takie straty – powiedział w swoim wieczornym wystąpieniu, dziękując za wsparcie USA.
Tło konfliktu i zmiana strategii Trumpa
Ogłoszenie Trumpa to kolejny etap jego zmieniającej się polityki wobec wojny w Ukrainie. Po objęciu urzędu w styczniu 2025 roku obiecywał zakończenie konfliktu „w 24 godziny”, ale jego rozmowy z Putinem nie przyniosły rezultatów. W lipcu Trump ogłosił plan dostarczania Ukrainie broni, w tym systemów Patriot, przez kraje NATO, które miałyby sfinansować zakupy. Jednocześnie zagroził 50-dniowym ultimatum dla Rosji, które teraz skrócił.
Frustracja Trumpa wynika z braku postępów w negocjacjach. – Rozmawiam z Putinem, a potem rakiety spadają na Kijów. Po trzech, czterech takich rozmowach mówisz: to nie ma sensu – powiedział. Eksperci, jak Jennifer Kavanagh z think tanku Defense Priorities, wskazują, że Putin nie zmieni strategii, bo wierzy, że czas działa na korzyść Rosji.
Co dalej?
Skrócenie ultimatum i zapowiedź sankcji to wyraźny sygnał, że Trump chce wywrzeć większą presję na Rosję, choć skuteczność tych działań budzi wątpliwości. Rosyjska gospodarka, mimo wcześniejszych sankcji, utrzymuje się dzięki eksportowi ropy do krajów takich jak Chiny i Indie. Sankcje wtórne mogą jednak skomplikować sytuację, zwłaszcza jeśli wpłyną na globalne ceny ropy.
Trump zapowiedział również dalsze rozmowy z Zełenskim i liderami europejskimi, w tym z premierem Wielkiej Brytanii Keirem Starmerem, by koordynować wsparcie dla Ukrainy. Czy 10-dniowy termin przyniesie przełom? Kreml pozostaje niewzruszony, a ukraińskie wojsko nadal zmaga się z intensywnymi atakami rosyjskimi.