Wraz z najnowszą rekonstrukcją rządu Donalda Tuska zmienia się nie tylko skład gabinetu, ale i status niektórych jego członków. Katarzyna Kotula, dotychczasowa ministra ds. równości, od teraz pełni funkcję pełnomocniczki ds. równego traktowania. Choć nie będzie już zasiadać w Radzie Ministrów, nie zamierza rezygnować z walki o prawa obywatelskie.
📉 Resort zlikwidowany, misja – nie
Zmniejszenie rządu z 27 do 22 członków kosztowało niektórych ministrów ich funkcje. Dla Kotuli oznacza to utratę teki, ale nie misji.
– „Nie będę chodziła na posiedzenia Rady Ministrów, ale dalej będę pracować. Może nie z ministerialnego fotela, ale z jeszcze większą determinacją” – podkreśla w rozmowie z TVN24+.
🏛 Nowa struktura, nowe cele
Kotula tłumaczy, że mimo formalnej degradacji, w perspektywie długofalowej jej rola może się wzmocnić. W planach jest stworzenie niezależnego organu ds. równości – instytucji podobnej do Państwowej Inspekcji Pracy czy Urzędu Regulacji Energetyki, który przejmie część obowiązków Rzecznika Praw Obywatelskich.
– „Zbudujemy to poza rządem, ale dla społeczeństwa. To będzie niezależna struktura, która zajmie się równością systemowo” – zapowiada.
🗣 „Nie chowam się. Będę sumieniem rządu”
Choć część środowisk społecznych i NGO-sów już protestuje przeciwko obniżeniu rangi urzędu Kotuli, ona sama pozostaje zdeterminowana.
– „Moim zadaniem będzie czuwanie, żeby każdy resort miał swojego pełnomocnika lub pełnomocniczkę ds. równego traktowania. Chcę, żeby te osoby miały realny wpływ. A ja… chcę być sumieniem tego rządu” – mówi.
🤔 Symboliczny krok wstecz czy taktyczny krok w bok?
Choć decyzja premiera wywołała kontrowersje – zwłaszcza wśród organizacji kobiecych i społeczności mniejszościowych – Kotula dostrzega w tym także szansę.
– „Wszyscy zaczęli się interesować: co robimy, czym się zajmujemy, co zostanie z naszej pracy. I to dobrze. Bo teraz nie możemy się już wycofać” – zaznacza.