Pies terapeutyczny wskoczył na jego łóżko — i wtedy w końcu przemówił
Pielęgniarki zaprowadziły nas do cichego pokoju, gdzie leżał nieruchomo starszy mężczyzna, z oczami utkwionymi w suficie.

Wyglądał na zmęczonego, odległego — jakby nie mówił od dłuższego czasu. Nazywał się pan Callahan.
„Mówią, że nie zareagował zbyt wiele” – wyszeptała jedna z pielęgniarek. „Może Riley może pomóc”.

Skinąłem głową i dałem Rileyowi polecenie. Bez wahania wskoczył na łóżko, delikatnie opierając głowę na piersi pana Callahana.
A potem chrapliwym, niemal zapomnianym głosem wymamrotał: „Dobry chłopiec”.
Pielęgniarka jęknęła. Moje oczy piekły.

Ale na to, co powiedział potem… nikt z nas nie był przygotowany.
„Nagietek…” Słowo wyrwało się niczym zapomniana melodia, kruche, lecz wyraźne.
„Nagietek?” powtórzyłam cicho, niepewna, czy dobrze usłyszałam.