Kiedy kilka lat temu ogłosiła, że bierze ślub sama ze sobą, wzbudziła ogromne zainteresowanie i zdziwienie. Dla wielu był to gest kontrowersyjny, dla niej – głęboko symboliczny akt niezależności i samoakceptacji. Kobieta podkreśliła, że ta decyzja była efektem długiej drogi wewnętrznej, której celem było odnalezienie prawdziwego szczęścia – nie w kimś innym, ale w sobie.
– „Zawsze miałam głodne serce. Szukałam kogoś, kto mnie pokocha, kto mi da poczucie bezpieczeństwa. Oddawałam to serce różnym osobom, myśląc: może ty mnie pokochasz, może ty mnie nakarmisz miłością. Ale nikt nie był w stanie tego zrobić, dopóki sama się tym nie zajęłam” – wyznała w jednym z podcastów.
Ceremonia była cicha i intymna. Nie zaprosiła żadnych gości. Jak mówi, to było wydarzenie tylko dla niej – nie dla innych. Symboliczną obrączkę kupiła w Peru, specjalnie z myślą o tej chwili. To był moment, w którym zrozumiała, że czas wziąć pełną odpowiedzialność za swoje życie i emocje.
– „Wcześniej wydawało mi się, że szczęście przyjdzie z zewnątrz. Czekałam na kogoś, kto mnie uratuje. Aż zrozumiałam, że jestem jedyną osobą, która będzie ze mną do końca życia – i to jest pewne w 100%. Więc jeśli mam na kimś polegać, to tylko na sobie” – dodała.
W przeszłości była już mężatką – zawarła związek małżeński z Wojciechem Cejrowskim. Sakramentalne małżeństwo nie miało jednak skutków prawnych i zostało po latach unieważnione. Po tym rozstaniu kobieta długo szukała prawdziwej miłości, aż zrozumiała, że jej źródło bije w niej samej.
Dziś otwarcie mówi o swoich doświadczeniach i podkreśla, że nie chce już formalizować żadnych relacji. Jej obecnym celem jest życie w zgodzie ze sobą, bez iluzji, bez kłamstw, bez udawania. – „Odnalezienie siebie to jedno z najważniejszych wydarzeń w moim życiu. Nawet nie wiedziałam, że siebie zgubiłam” – przyznaje.
Ta nietypowa ceremonia to nie akt ekstrawagancji, lecz głęboki symbol wewnętrznej przemiany. Pokazuje, że największą miłość możemy – i powinniśmy – ofiarować sami sobie.