Panna młoda zamarła z szeroko otwartymi oczami. Goście wykrzyknęli ze zdziwienia. Niektóre nawet cofnęły się o krok, jakby bały się, że to, co kryje się pod sukienką, zaraz wyjdzie na jaw.
A potem… Tkanina nagle się poruszyła i coś ciemnego i pulsującego wystrzeliło spod sukienki!
Kilka kobiet krzyknęło, jednemu z gości udało się wyciągnąć telefon, ale już po chwili stało się jasne, że to był… mały, puszysty guzek!
To był kot. Mały, czarny, z dużymi, przestraszonymi oczami, które błyszczały w świetle żyrandoli. Miauczy cicho, sprawiając wrażenie, że ona również nie rozumie, jak znalazła się w tej sytuacji.
— O mój Boże! — wykrzyknęła panna młoda, wciąż niedowierzając. — Jak on się tu znalazł…?
Pan młody przesunął dłonią po twarzy, próbując zrozumieć, co się dzieje.
Ale goście już głośno się śmiali. Napięcie panujące w pomieszczeniu natychmiast opadło.
— To jest kot hotelowy! — krzyknęła jedna z druhen. — Była z nami wczoraj, jak przymierzaliśmy sukienkę!
Panna młoda zasłoniła twarz dłońmi i zarumieniła się.
„Czyli był ze mną przez cały ten czas?” — spojrzała na pana młodego.
Już się serdecznie śmiał.
— Wygląda na to, że naszym pierwszym gościem weselnym będzie kot!
Goście także wybuchnęli śmiechem. Ktoś podszedł, żeby zabrać kota, ale kot usiadł bezpośrednio na obszernej spódnicy panny młodej i nie chciał zejść.
„Cóż, to chyba znak” – powiedział pan młody, obejmując swoją wybrankę. — Zaczynamy nasze małżeństwo nie tylko we dwoje, ale już we troje!
Sala wypełniła się brawami. Panna młoda i pan młody zostali sfotografowani z niespodziewanym, futrzanym gościem, a przyjęcie było jeszcze weselsze niż kiedykolwiek. 🎉