— Taniu, nie uważasz, że to negatywne nastawienie wystarczy? Jak długo zamierzasz to kontynuować? – zapytał zirytowany Jegor żonę.
— Dlaczego od początku „negatywnie”? Ja po prostu nazywam rzeczy po imieniu! – zastanawiała się Tania.
— Bo to, co mówisz, jest już pełne jadu i skąpstwa! Zrelaksuj się jeszcze trochę, okej? Spróbuj być prostszy!
— A gdzie widziałeś „jad i skąpstwo”? Powiedziałem właśnie, że twoja siostra nie ma już nic do roboty w naszym domu. Ani w odwiedziny, ani, nie daj Boże, na nocleg! Mam już dość gotowania, serwowania i sprzątania po sobie!
— Wygląda na to, że zjadł wszystko, co było w domu i narobił bałaganu, prawda? Opróżnił całą lodówkę, co? Pomyśl trochę więcej!
— To ja myślę, Jegor! A ty albo nie dostrzegasz tego z powodu zbyt dużej „miłości”, albo po prostu nie obchodzi cię to! Nadal nie rozumiem, co jest gorsze z tych dwóch!
— Została u nas tylko dwa dni, aż przyjechali nasi ludzie, żeby ją zabrać! Gdzie chciałeś, żeby ją zostawił, na ulicy?
— Przede wszystkim, Jegor, przestań ciągle gubić klucze! Po drugie, wróćmy do tego „co jadł i ile bałaganu narobił”!
- Pospiesz się! – powiedział stanowczo, że jest gotów bronić siostry aż do śmierci.
— Jeszcze zanim zadzwonił, żeby powiedzieć, że przyjedzie do nas, zrobiłam zakupy na cały miesiąc. Zabraliśmy wszystko, także dobre rzeczy, żeby je mieć. Lodówka ledwo chciała się zamknąć! Nie miałam nawet miejsca na mały garnuszek, ale i tak udało mi się zrobić pudding w piekarniku i wszystko się zmieściło. Patrz, otwieramy teraz lodówkę…
Tania demonstracyjnie podeszła do lodówki i otworzyła drzwi.
— Z tego, co kupiłem, nie zostało prawie nic! Bez salami, bez sera! Z tego puddingu zostało nam tylko to, co udało nam się zjeść w ciągu tych dwóch dni! A na wypadek gdybyście zapomnieli, Irina za każdym razem odmawiała zjedzenia z nami posiłku! Zastanawiam się dlaczego? Może dlatego, że było tam już pełno głupich rzeczy, które tam przemycono?
— No, mamo, zostaw to…
„Jeszcze nie skończyłem, Jegor!” – przerwała mu zdecydowana Tania. – Chodź ze mną! – otworzył dwie szafki, jedną ze słodyczami, drugą z różnymi rzeczami. – Zostało tu tylko trochę karmelków i ciasteczek owsianych. A oto kilka orzechów! Czy to wydaje Ci się normalne?! A w salonie, gdzie spała, zebrałam tyle paczek z tego, co kupiłam za kanapą, że poczułam się, jakbym znalazła się w innym wymiarze!
— Tania, ale ona po prostu…
— Co „tylko”? Czy nie karmię go w domu?! Przyjdź do nas raz w miesiącu, jakby wszystko było wliczone w cenę! I tak, to jest reguła – zawsze, gdy Twoi rodzice jadą do babci! A ja mam wrażenie, że on nie zgubił żadnego ze swoich kluczy – on ma je wszystkie, tylko tak mówi, żeby mieć szczęście!
- Zrobione! Rozumiem!!! – przerwał jej zirytowany Jegor. – Czego teraz chcesz, żebym poszedł do matki i poprosił ją o pieniądze na jedzenie?
- Szczerze mówiąc? Nie miałbym nic przeciwko! Wydałem na to wszystko około dwudziestu pięciu tysięcy! Nie chcę chodzić do sklepu dziesięć razy w miesiącu tylko po to, żeby kupić mleko, jajka i chleb! To wszystko! I szczerze mówiąc, mnie też się ta cała sytuacja nie podoba! I to się powtarza nieustannie! A teraz Irina nawet nie posprzątała po sobie!
- Dobra! Powiem mamie, żeby dzisiaj przelała Ci pieniądze! – powiedział nerwowo Jegor, żeby uciec i w końcu podejść do komputera.
— Nie chodzi tylko o pieniądze! To nietaktowne zachowanie mnie denerwuje! No więc tak, następnym razem pozwól swojej siostrze spać gdziekolwiek zechce! Powiedz mu wyraźnie – albo nie będzie już gubił kluczy, albo nie ma prawa u nas mieszkać! Nawet nie odwiedzając! Nawet wtedy przychodzi, jakby był w domu i pierwszą rzeczą, jaką robi, jest sprawdzenie lodówki!
- Rozumiem! Gotowy? Czy mogę wyjść? Bo już mnie wykończyłeś swoimi słowami! Jesteś zbyt podekscytowany wszystkim! Lepiej, żebyś był lepszy, zwłaszcza w gronie rodziny!
- Rodzina?! Co? – zastanawiała się Tania. – Nic mi nie jest! To tylko 15-letnia dziewczyna, pyskata i irytująca! A skoro mowa o skąpstwie… następnym razem pójdziemy razem na zakupy i ty zapłacisz za wszystko! To przestań komentować „drobiazgi”! Czy Pan rozumie?!
— Co mówisz? Dla mnie to nie jest trudne! Gotowy? Czy jestem wolny? Czy mogę zobaczyć co u mnie?
“Idź, gdzie chcesz, Jegor!” – Tania gestem go odgoniła. – Ale pamiętaj: twoja siostra JUŻ NIE…
— Rozumiem, rozumiem! – powiedział Jegor, żeby ją uciszyć. – Zobaczymy później, w tej chwili nie mam ochoty na te wszystkie bzdury…
Następnego dnia Jegor zadzwonił do matki i powiedział jej, że Irina nie jest już mile widziana w ich domu, ze względu na jego żonę. Nie wdawał się w szczegóły dotyczące zachowania Irushy i tego, co zrobiła, że wywołała taką reakcję u Tanii, powiedział tylko, że według jego żony Irina przychodzi do nich tylko po to, żeby wszystko zjeść. Nie wspomniał nic o pieniądzach, chciał rozwiązać problem sam, jeśli to możliwe. Może Tania o tym zapomni…
I tak właśnie było. Tania naprawdę szybko zapomniała. Poszła z Jegorem na zakupy, on zapłacił za wszystko, co zjadła jego siostra, i temat się zakończył. Jegor, rzecz jasna, był zaskoczony tą kwotą, ale nie powiedział ani słowa, żeby żona już go nie niepokoiła.
Miesiąc później, gdy rodzice Jegora przygotowywali się do kolejnej wizyty u babci, zadzwoniła do niego matka:
— Słuchaj, dlaczego nie zabierzesz Irushy do siebie na tydzień, a może nawet dłużej? Że chcemy zostać u babci dłużej, mamy tam sporo do zrobienia… i jest jeszcze coś do załatwienia ze spadkiem… bo wiecie jak to jest, prawda?
— No cóż, dobrze, że dajesz mi takie trudne zadania, mamo… — wzdycha Jegor. – Już ci mówiłam, że Tania nie chce już widzieć małej…
— Jegor! – wybuchnęła jego matka. – Doprowadź swoją kobietę do porządku! Złap ją za włosy i wyjaśnij jej, jak to się robi! O co chodzi, że „nie chce”, „nie wolno”? Irina powiedziała mi, że wszystko co mi powiedziałeś ostatnio było kłamstwem! Że nic nie jadł, że wstydził się jeść z tobą! To znaczy, że Twoja żona wszystko wyolbrzymiła!
— Mamo, co mam zrobić? Czy chcesz, żebym znowu zepsuł sobie relacje w domu? Choć Tania jest bardzo zdenerwowana, zamierza mi również zabronić wejścia do domu! Stawiasz mnie w ten sposób pod ścianą…
“Jesteś mężczyzną czy kim?” Pokaż mu, kto rządzi w domu! Dlaczego ciągle ulegasz jej kaprysom? Jesteście rodziną!
— Aha… a jeśli zrobię to, co mówisz, to za godzinę przyjdzie jego brat i pokaże mi, co i jak… Dobrze wiesz, że jest trenerem boksu. To nic, ale jak go widzę, to mam ochotę schować się pod łóżkiem…
— Już dawno ci mówiłam, że z tą jej rodziną nie jest dobrze, ale ty nie, i nie, ty jesteś „zakochany”! Wiem, co to znaczy być zakochanym i nie myśleć trzeźwo! A twój ojciec chciał mnie kiedyś zostawić, ale szybko pokazałem mu, kto tu rządzi! Zrób to samo! Jeśli nie siłą, to chociaż słowem!
„Okej, okej… Coś mi przyszło do głowy…” powiedział Jegor ze złością. – Kiedy wyjeżdżasz?
— Pojutrze!
— To zabierz Irinę z bagażem i zobaczymy, co zrobimy!
— To prawda! To mój syn! Nie ten marudny z początku rozmowy! – chwaliła go matka. – To właśnie powinieneś powiedzieć swojej żonie! Fakt dokonany, nie opery mydlane!
— Dobrze, mamo.
- Zrobione! Do zobaczenia pojutrze o siódmej rano! Do widzenia!
- Do widzenia…
Jegor wiedział, że przekonanie Tanii nie będzie takie łatwe, jak w przypadku jego matki. Wiedział, że jego żona nie jest typem człowieka, który daje się zastraszyć, i że w razie potrzeby sama mogłaby go przyprzeć do muru bez pomocy brata. Rzadko przychodził, ponieważ był bardzo zajęty, ale za każdym razem, gdy go spotykał, Jegor zdawał się gdzieś ukrywać… Chociaż mężczyzna nigdy nie zrobił mu nic złego.
Po powrocie do domu Jegor chciał porozmawiać z Tanią, ale ona jeszcze nie wróciła z pracy. Dziwne, bo ona zazwyczaj przychodziła pół godziny przed nim. Podczas czekania zjadł coś i usiadł przy komputerze, jak to miał w zwyczaju, gdy był sam w domu.
Wygląda na to, że Tania była u swojego brata – tego samego, który straszył Jegora – i dlatego nie miał odwagi, żeby jej wieczorem powiedzieć cokolwiek o tygodniowej wizycie swojej „kochanej” młodszej siostry.
Ale drugiego wieczoru nie mógł już dłużej odwlekać dyskusji. Musiał jej to powiedzieć.
— Jakie masz plany na jutro? – pyta, próbując sprawiać wrażenie obojętnego.
— Przede wszystkim, żeby się przespać, bo miałem ciężki tydzień. Potem sprzątam dom i idę na zakupy! Dlaczego? Masz jakieś pomysły? – zastanawiała się.
— Tak… ale nie będziemy mogli za dużo spać…
— No i co?! Z jakiego powodu?! – powiedziała już zirytowana.
— Moi rodzice przyjadą do nas rano…
„A dlaczego rano?” Czy nie mogę przyjść na lunch? Albo nawet pojutrze, jak już skończę to, co mam zrobić?
— Jadą do babci i najpierw wpadną do nas…
Tania już zrozumiała, do czego zmierza cała rozmowa. Wiedział, że zazwyczaj, kiedy rodzice wyjeżdżają, Irina znów „gubi” klucze, więc przychodzi do nich, zjada wszystko i zostawia za sobą chaos.
- NIE! – powiedział wyraźnie i stanowczo.
— Jakie „nie”? Moi rodzice nie mają już prawa przyjechać? Zwariowałeś…
— Nie – co będzie po ich wizycie! Wiem, co będzie dalej! A twoja siostra NIE zostanie tu nawet dnia, a co dopiero dwóch!
— Tydzień… - CO?! Tydzień?! – Tania podniosła głos, zszokowana. – Co to za żart?!
— Obiecałam mamie, że powitamy Irinę! Więc przestań krzyczeć, przestań rzucać napady złości i…
— Czy kupiłeś to mieszkanie, żeby sprowadzić tu swoich krewnych? NIE! To zamknij się!!!
To był pierwszy raz w ciągu dwóch i pół roku małżeństwa, kiedy Tania wspomniała, że mieszkanie jest jej własnością. Że ona jedna dla niego pracowała i go kupiła. Owszem, jej brat jej pomógł, ale teraz nie miało to znaczenia. Jakkolwiek na to nie spojrzeć, ona była właścicielką.
— Aha, więc tak to się teraz robi?! Rzucasz mi swoim „mieszkaniem” w twarz?! Co dalej? Wyrzucasz mnie, bo mam siostrę?!
— Wiesz coś? To nie jest zły pomysł! Nie wyrzucam cię, ale zamieszkaj z rodzicami, kiedy będą poza domem. W ten sposób będziesz mieć oko na swoją kochaną siostrę, mimo że ona nauczyła się, co to znaczy być niezależną, dopiero mając 15 lat!
— To dziecko! Jakiej niezależności od niej oczekujesz?! – warknął Jegor.
— Już w wieku 15 lat pracowałam w weekendy i święta! Więc on wcale nie jest dzieckiem i jeśli tego nie dostrzegasz, to problem nie leży po mojej stronie. Zrobione, powiedziałem! Chcesz tego strzec? Idź do niej! Ale w moim domu, powtarzam, nie ma dla niego miejsca! Nawet nie odwiedzając! Zwłaszcza, jeśli nie potrafi nawet tego wytrzeć!
— Aha, ale jak przychodzi twój młodszy brat, to przecież nie sprząta po sobie, prawda? Ale ten facet może zrobić wszystko, prawda? Bo TO TWOJE MIESZKANIE! – powiedział Jegor ironicznie.
— Przychodzi Saszka, wypija filiżankę herbaty i wychodzi. Nigdy nie zostawał tam dłużej niż godzinę, nie zjadł nic z zapasów na ten miesiąc i nie narobił bałaganu!
— Oczywiście… Mów, co chcesz! Rozumiem! Więc tylko ci, których lubisz, mogą do ciebie przyjść, prawda? Twoje, nie moje!
— No cóż, mój brat przychodzi, jak cię nie ma w domu, Jegor! – powiedziała Tania, będąc już na granicy cierpliwości.
— I to tyle?! – podniósł także głos.
— To prawda!!! Chodzi o to, że jeśli masz własne mieszkanie, możesz sprowadzić wszystkich członków rodziny z całego kraju, jeśli tylko chcesz! Ale tutaj – NIE MAJĄ GDZIE SZUKAĆ!!!
— Dobrze… dobrze!
Jegor poczuł się urażony i poszedł spakować swoje rzeczy. Tania spojrzała na niego jak na rozpieszczone dziecko. To było śmieszne. Zachowywał się tak, jakby gdyby się zdenerwował i wyszedł, ona by go błagała, żeby został. Ale Tania właśnie trochę się uspokoiła i zaczęła się śmiać w duchu z tego, jak niezręcznie zachowuje się jej mąż.
Po około godzinie Jegor zebrał wszystko co mógł i wyszedł, nawet się nie żegnając. Klucze do mieszkania zostawił nawet na stole. Tania nie zauważyła tego od razu, ale kiedy ich zobaczyła, nawet nie mrugnęła i nie pomyślała o tym, żeby do niego zadzwonić.
„Jeśli chce wrócić – dzwoni. Jeśli nie – niech żyje w pokoju ze swoją rodziną spekulantów! Mam już dość!” – pomyślała zirytowana.
Jegor nie dawał żadnych oznak przez cztery miesiące. Zaczekał, aż żona do niego zadzwoni i poprosi, żeby wrócił. Ale tak się nie stało. Potem zadzwonił do niej i zapytał, czy za nim tęskniła.
Dowiedział się, że trzy dni temu złożyła pozew o rozwód.
Potem Jegor popadł w poważną depresję. Najpierw pokłócił się z rodziną, potem prosił o wybaczenie, bo nie miał gdzie mieszkać. Nie miał pieniędzy nawet na czynsz, bo nie umiał oszczędzać – wszystko, co zarobił, od razu wydawał.
I tak zostało z rodzicami. Że nie potrafił być dobrym mężem… ani zrozumieć, co tak naprawdę znaczy mieć priorytety w małżeństwie.