W programie „Debata Gozdyry” na antenie Polsat News doszło do burzliwej sceny, która zmusiła prowadzącą do nietypowego kroku. Starcie polityków tak się rozkręciło, że Agnieszka Gozdyra wstała z fotela i podeszła do jednego z gości, by przerwać chaos. Całe zajście na nowo otworzyło dyskusję o tym, jak daleko mogą posunąć się uczestnicy telewizyjnych debat.
Osią rozmowy był wniosek poszukiwanego posła PiS Marcina Romanowskiego o list żelazny, który trafił do Sądu Okręgowego w Warszawie. Polityk sam podpisał dokument i przesłał go z Naddniestrza, separatystycznego, kontrolowanego przez Rosję terytorium Mołdawii. Dodatkowego napięcia dodawał pojawiający się w tle wątek rzekomych rosyjskich powiązań w tej sprawie.
Spór o dawne aferyDo awantury doszło, gdy Norbert Kaczmarczyk z PiS zamiast rozmawiać o Romanowskim, zaczął przywoływać kolejne afery obciążające obóz rządzący, w tym skierowany do Smolarza zarzut dotyczący projektu w ramach PolVolt i rzekomej próby wyłudzenia miliarda złotych.
Riposta przyszła ze strony Henryka Smolarza z PSL.
„I okradał przy okazji fundusz” – rzucił pod adresem Romanowskiego.
Chwilę później uderzył już bezpośrednio w samego rozmówcę.
„A propos wałów, to pan Kaczmarczyk powinien doskonale pamiętać aferę z traktorem, aferę gruntową, aferę z gradem. Ja akurat mam przyjemność zarządzać KOWR-em. Niech mi pan poda przykład, gdzie jest zgodne z prawem poddzierżawianie gruntów? Pan był wiceministrem” – mówił.
Kaczmarczyk odbił zarzut od razu, powtarzając z naciskiem:
„Nie byłem!”.
Krzyki w programieOd tego momentu rozmowa zamieniła się w jeden wielki krzyk. Kaczmarczyk odpierał zarzuty, powołując się na wcześniejsze postępowanie:
„Byłem w CBA na wniosek Platformy Obywatelskiej, byłem. No i co? Niczego nie znaleziono, wszystko zgodnie z procedurami!”
Smolarz obstawał przy swoim.
„Poddzierżawianie jest niezgodne!” – odparł, mając na myśli poddzierżawianie gruntów rolnych.
Obaj przekrzykiwali się tak długo, że przekaz stał się dla widzów zupełnie nieczytelny.
Prowadząca raz po raz próbowała ostudzić emocje.
„Krzyczy pan najgłośniej od jakichś 10 minut” – zwróciła się do Kaczmarczyka.
Gdy ten wciąż tłumaczył, że to jego zaatakowano, ucięła:
„Ale mnie nie obchodzi, proszę nie być dzieckiem”.
Interwencja i apel o szacunekGdy słowne upomnienia nie skutkowały, Gozdyra wstała zza stołu i podeszła do posła PiS.
„Podchodzę do pana, robię to rzadko. Czy pan się może uspokoić? Jesteśmy na antenie, zakłóca pan prowadzenie programu, oglądają to ludzie” – apelowała.
W odpowiedzi na tłumaczenia posła, że to on padł ofiarą ataku, powtarzała:
„Proszę pana, proszę przestać mówić na chwilę”.
Kolejne minuty nie przyniosły spokoju, a ton prowadzącej robił się coraz twardszy.
„Wydziera się pan od 20 minut w tym programie, pokazując, że nie powinien pan być gościem programów, bo nie zwraca pan uwagi na to, że są w nich inni goście” – powiedziała.
Całą wymianę zamknęła krótko:
„Panowie nie mają do siebie wzajemnie szacunku. Stop, po prostu stop”.
Awantura w programie Gozdyry. Prowadząca wstała i podeszła do posła PiS