Wszystko wskazuje na to, że tej jesieni Ukraina szykuje ofensywę nowego typu — nie na froncie, ale w sercu rosyjskiego zaplecza energetycznego. Eksperci twierdzą, że Kijów przygotowuje się do uderzenia w elektrownie kluczowe dla Moskwy. Celem? Całkowity blackout w rosyjskiej stolicy.
Po wrześniowym ataku na elektrociepłownię w Biełgorodzie, który pozbawił prądu całego regionu, Wołodymyr Zełenski ostrzegł, że „jeśli w Moskwie zgaśnie światło, będzie to skutek ich własnej agresji”. Według doniesień medialnych Ukraina może wkrótce uzyskać dostęp do pocisków Tomahawk oraz danych wywiadowczych USA – a to oznacza nową jakość w rażeniu celów głęboko w Rosji.
Analitycy mówią wprost: to może być największa ofensywa energetyczna tej wojny. Ukraińskie drony już teraz pustoszą rafinerie i infrastrukturę paliwową. W tle trwają też prace nad pociskami własnej produkcji – typu “Flamingo” – o zasięgu do 3000 kilometrów. Jeśli Ukraina dostanie zielone światło od Zachodu, Moskwa może stanąć w obliczu chaosu.
Rosyjska reakcja? Groźby, propaganda i nerwowe ruchy. Oficjele Kremla ostrzegają przed „nową fazą wojny” i wprost mówią o ryzyku wojny nuklearnej. Tymczasem Zełenski gra va banque — i pokazuje, że potrafi przenieść wojnę tam, gdzie Putin czuje się najbezpieczniej.