Karol Nawrocki coraz wyraźniej buduje wizerunek prezydenta silnego, zdecydowanego i… gotowego na więcej. Marzy mu się system prezydencki, w którym głowa państwa ma realną władzę – i otwarcie mówi, że chciałby to osiągnąć w swojej drugiej kadencji, od 2030 roku.
Problem w tym, że entuzjazm “ludu PiS-owskiego” wobec tej wizji budzi poważne zaniepokojenie u Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS, który we Wrocławiu podsumowywał swój polityczny objazd kraju, zgasił nastroje. Co prawda krytykował obecną konstytucję jako “ni pies, ni wydra”, ale gdy rozmowa schodziła na temat realnych zmian w kierunku ustroju prezydenckiego – natychmiast wycofywał się z entuzjazmu.
Dlaczego? Jak twierdzą dobrze poinformowani, Kaczyński nadal nie otrząsnął się po doświadczeniach z Andrzejem Dudą – prezydentem, który z czasem zaczął działać zbyt niezależnie, a nawet konfrontacyjnie wobec partyjnych decyzji. PiS nie chce powtórki z rozrywki w wersji “Nawrocki 2.0”.
To otwiera nowy rozdział w napiętych relacjach wewnątrz obozu prawicy. Z jednej strony rosnące ambicje prezydenta, który wyraźnie zdobywa popularność w elektoracie PiS, z drugiej – zimna kalkulacja Nowogrodzkiej, by nie stracić politycznej kontroli.
Czy czeka nas cichy konflikt o władzę między Nawrockim a Kaczyńskim? Na razie jedno jest pewne: prezes mówi “nie”, ale prezydent… jeszcze nie powiedział ostatniego słowa.