Jeszcze tej jesieni przy prezydencie Karolu Nawrockim powołana zostanie specjalna rada konstytucyjna, której celem będzie przygotowanie fundamentów nowej ustawy zasadniczej. Prace ruszą najpóźniej w listopadzie. Ale już teraz wiadomo jedno – projekt może zmienić ustrój Polski na dekady.
Rada, w której znajdą się konstytucjonaliści i eksperci prawa, ma przygotować koncepcję nowej konstytucji. Wśród kandydatów do zespołu wymienia się m.in. prof. Dariusza Dudka z KUL. Dokument nie miałby wejść w życie wcześniej niż w 2030 roku – tak, by obywatele „wiedzieli, jaką władzę wybierają”.
Ale zanim pojawi się projekt, PiS musi rozstrzygnąć kluczowy dylemat: system prezydencki czy kanclerski?
➡ Obóz Nawrockiego skłania się ku modelowi prezydenckiemu – na wzór USA – w którym głowa państwa miałaby silny mandat i realne uprawnienia do wprowadzania ustaw oraz kontroli nad rządem.
➡ Frakcja Morawieckiego preferuje model kanclerski, z dominującą rolą premiera i ograniczeniem wpływów prezydenta. To ich zdaniem jedyny sposób na uniknięcie chaosu w relacjach na linii rząd–Pałac Prezydencki.
W PiS decyzję musi podjąć sam Jarosław Kaczyński, który – jak donoszą źródła – wciąż się waha.
Co więcej, obóz rządzący nie ma dziś większości konstytucyjnej, a koalicja rządowa z góry odrzuca możliwość rozmów. Mimo to PiS liczy, że nastroje społeczne zmienią się po 2027 roku, a nowa konstytucja stanie się tematem „resetu państwa”.
Pomysł reformy ustrojowej pojawił się już w 2018 roku, gdy Andrzej Duda chciał przeprowadzić referendum. Zablokował je jednak… Senat z większością PiS. Teraz, jak mówią politycy partii, „Nawrocki nie powtórzy tych błędów”.