Polityczne napięcia między Pałacem Prezydenckim a MSZ wybuchły ze zdwojoną siłą po słowach Marcina Przydacza, który publicznie zdyskredytował nominację Bogdana Klicha na ambasadora w USA.
W odpowiedzi Radosław Sikorski – wicepremier i szef dyplomacji – ostro zaapelował do prezydenta Karola Nawrockiego o „przywołanie swoich współpracowników do porządku”.
Sikorski nie kryje irytacji: – Publiczne dezawuowanie przedstawiciela Polski w Waszyngtonie podczas wizyty w USA to brak profesjonalizmu i działanie na szkodę państwa – napisał w mediach społecznościowych.
Spór zaostrzył się na tle nominacji ambasadorskich – prezydent odmówił podpisania nominacji dla Bogdana Klicha, a prezydencki minister nazwał ją „złą decyzją”.
Przydacz dodał nawet, że „im szybciej Sikorski się z niej wycofa, tym lepiej dla polskiej dyplomacji”.
Do tego dochodzi kolejny dyplomatyczny zgrzyt: brak wspólnego lotu prezydenta i ministra do USA. MSZ zarzuca Pałacowi, że nie zaprosił Sikorskiego na pokład, podczas gdy prezydencka strona twierdzi, że taka praktyka nigdy nie istniała – i sugeruje, że w sobotę, gdy prezydent leciał do USA, Sikorski… zwiedzał Podhale.
Sytuacja pokazuje, jak napięte są relacje między kancelarią prezydenta Nawrockiego a rządem Tuska. A stawką może być nie tylko kontrola nad dyplomacją, ale i cała polityczna układanka przed wyborami prezydenckimi.