W spokojnej dzielnicy Botoszany doszło do wstrząsającego incydentu, który zakończył się cudem. 49-letnia kobieta została uratowana w środku nocy przez… własnego kota! Zwierzak wyczuł niebezpieczeństwo i obudził ją w samą porę, zaledwie kilka sekund przed tym, jak płomienie ogarnęły dom.
Była 3:17 nad ranem, kiedy Maria P., nauczycielka języka rumuńskiego, obudziła się z powodu uporczywego miauczenia swojej kotki, Mimi, pręgowanej kotki. „Podeszła prosto do poduszki, położyła łapki na mojej twarzy, zamiauczała i delikatnie uderzyła mnie głową. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie robiła” – mówi kobieta.
Początkowo myślała, że zwierzę prosi o jedzenie. Ale po kilku sekundach poczuła zapach dymu. Wyskoczyła z łóżka i pobiegła do kuchni – gdzie zauważyła, że grzejnik, przypadkowo pozostawiony włączony, się zapalił.
„Blat i otaczające go meble zaczęły się palić. Gdybym spała jeszcze pięć minut, nie byłoby mnie tu, żeby o tym opowiedzieć” – mówi Maria ze łzami w oczach.
Kobiecie udało się wyjść z domu z Mimi na rękach i natychmiast zadzwonić pod numer 112. Strażacy szybko przyjechali i ugasili pożar, zanim płomienie rozprzestrzeniły się na inne pomieszczenia. Chociaż kuchnia została poważnie uszkodzona, reszta domu została uratowana.
„Ten kot to mój anioł stróż. Sypiamy razem od lat, ale nigdy nie czułam tak silnej więzi. Obudził mnie w samą porę. Obiecałam mu, że będzie traktowany najlepiej na świecie” – dodała kobieta, wyraźnie wzruszona.
Sąsiedzi, którzy wyszli na zewnątrz zaniepokojeni syrenami, mówią, że byli pod wrażeniem: „Nigdy w życiu czegoś takiego nie widziałem. Ten kot naprawdę ją uratował. Był do niej przyklejony, nie odrywał się ani na chwilę”.