Choć emocje po wyborach prezydenckich 2025 roku jeszcze nie opadły, jeden z obywateli przekroczył granicę dopuszczalnego sprzeciwu. Sąd Najwyższy ukarał go grzywną w wysokości 3000 złotych za język, jakim posłużył się w swoim proteście wyborczym. W dokumencie znalazły się obraźliwe określenia skierowane do prezydenta, prezesa Sądu Najwyższego, szefa Państwowej Komisji Wyborczej oraz sędziów i urzędników zaangażowanych w proces wyborczy.
Protest, który przekroczył granice prawa
Jak wynika z komunikatu Sądu Najwyższego, osoba składająca protest nie ograniczyła się do zarzutów proceduralnych. W piśmie znalazły się inwektywy, obraźliwe sformułowania i personalne ataki, które – zdaniem sądu – wyczerpują znamiona naruszenia zasad porządku prawnego. W uzasadnieniu decyzji podano, że autor protestu „ubliżył szeregowi osób pełniących funkcje publiczne, w tym głowie państwa”.
Wyrok zapadł na podstawie kary porządkowej, a grzywna wynosi dokładnie 3000 złotych. To pierwsza taka sprawa w ramach trwającego procesu rozpatrywania dziesiątek tysięcy protestów złożonych po wyborach.
Tysiące protestów i wciąż nowe kontrowersje
Według rzecznika Sądu Najwyższego Aleksandra Stępkowskiego, liczba protestów wyborczych może osiągnąć nawet 50 tysięcy. W związku z ich skalą, 27 czerwca odbędą się dwa posiedzenia jawne, podczas których sąd rozpatrzy wybrane przypadki. W niektórych z nich już zlecono ponowne oględziny kart wyborczych, m.in. w komisjach w Krakowie, Mińsku Mazowieckim, Bielsku-Białej i Biszczy.
Z dotychczasowych analiz wynika, że w części komisji doszło do pomyłek polegających na odwrotnym przypisaniu głosów kandydatom, co wywołało ogólnokrajową debatę na temat wiarygodności wyników.
Czy rozstrzygnięcie zapadnie na czas?
Zgodnie z prawem, Sąd Najwyższy ma 30 dni od ogłoszenia wyników, by wydać uchwałę o ważności wyboru prezydenta. Termin mija 2 lipca. Stępkowski zastrzegł jednak, że to termin instrukcyjny – jego przekroczenie nie powoduje automatycznych skutków prawnych.
Tymczasem Prokurator Generalny Adam Bodnar ogłosił, że orzeczenia wydawane przez sędziów Izby Kontroli Nadzwyczajnej nie powinny być uznawane za niezależne, sugerując, że sprawy dotyczące ważności wyborów powinny trafić do Izby Pracy SN.
Manowska odpowiada: to destabilizacja
Pierwsza prezes Sądu Najwyższego, Małgorzata Manowska, odpowiedziała ostro:
– Publiczne wypowiedzi podważające kompetencje Izby Kontroli Nadzwyczajnej są albo efektem braku wiedzy prawniczej, albo próbą wywołania politycznej destabilizacji – stwierdziła.
Tymczasem społeczeństwo wciąż śledzi każdą nową informację – od zgłoszeń nieprawidłowości po decyzje sądów. Przy niewielkiej różnicy głosów – około 360 tysięcy między Karolem Nawrockim a Rafałem Trzaskowskim – każdy protest ma polityczne znaczenie.