W zimny listopadowy dzień, gdy Vlad był w „podróży służbowej”, Raluca znalazła zapomnianą kurtkę na fotelu. Zamarzła. Były bilety lotnicze do Paryża, ale nie na jej nazwisko. I odręcznie napisana notatka:
„Dziękuję za magiczny weekend. Z tobą wszystko ma sens. Czekam na ciebie, moja miłości”.
– A.
Jej serce stanęło. „A.” To nie była ona. To nie była „Raluca”.
Odłożyła list, uśmiechnęła się i zaczęła się pakować.
Bez krzyków. Bez scen. Zostawiła na łóżku jedno zdjęcie — stare zdjęcie ich dwojga, z przyklejoną karteczką:
„Byłam szczera. Ty?”
Wyszła. Pojechała do siostry, a następnie wynajęła na miesiąc chatkę w górskiej wiosce. Tam, przy śniegu na zewnątrz i gorącej herbacie w dłoni, Raluca odnalazła swój głos. Zaczęła pisać poezję. W ciągu trzech miesięcy wydała swój pierwszy tom. Tytuł? „Listy do kobiety, która zapomniała, kim była”.
Vlad dzwonił. Błagał. Kłamał. Płakał.
Ale jej już tam nie było. Nie w mieście. Nie w związku. Nie w przeszłości.
Dziś Raluca prowadzi warsztaty kreatywnego pisania dla kobiet przechodzących rozstania. I mówi po prostu:
„Niektóre bitwy wygrywa się w ciszy. Z biletem. I walizką”.