Żyd wciąż jest w Polsce figurą zagrożenia, wroga. To się nie zmieni, póki nie będzie poprowadzona jakaś terapia społeczna – mówi Agnieszka Holland.
Po Marcu ostatni ocalali członkowie rodziny ojca wyjechali z Polski. Ciotkę, była główną księgową w Kancelarii Rady Państwa, wyrzucono z pracy. Kuzyna wyrzucono z uczelni. Drugi kuzyn był jeszcze w szkole średniej. Trzeciemu – studiował wtedy w Pradze – najtrudniej było się pogodzić z decyzją o wyjeździe. Ale też wyjechał. Jak niemal wszyscy.
A teraz jest rok 1972, cztery lata po Marcu. Agnieszka Holland właśnie wróciła z Pragi do Warszawy. – Jedziemy taksówką z moim ówczesnym mężem, Laco Adamikiem – wspomina. – Taksówkarz przez cały czas nadaje na Żydów. Żydzi to, Żydzi tamto.