Przenikliwy wiatr z opadami śniegu sprawił, że obecność przechodniów na ulicy stała się prawdziwą próbą. Kłujące płatki śniegu, spadające na odsłonięte części dłoni i twarzy, boleśnie mrowiły, zmuszając do podciągania głowy do ramion i zwiększenia tempa poruszania się na otwartej przestrzeni.
Miasto, mimo późnej pory, było praktycznie opustoszałe: nikt nie chciał stawiać czoła żywiołom, bo nie wróżyły one niczego dobrego, łącznie ze zwiększonym ryzykiem przeziębienia i całkowitym brakiem przyjemności ze spacerów. Tatiana, z trudem powstrzymując podmuchy wiatru i śnieg, otworzyła drzwi wejściowe na werandę i wchodząc do środka, niemal natychmiast wpadła na wszechobecnego sąsiada z pierwszego piętra.
- Ach, Taneczko, cześć! Oto jaka była dziś pogoda! Chęć rozmowy wyczuwało się w głosie miejscowego plotkarza.
- Dzień dobry, Roza Lvivna – odpowiedziała dziewczyna i poprosiła, żeby pozwoliła jej przejść obok emeryta do windy. Jednak siwowłosa kobieta, która wyszła z mieszkania, aby wyrzucić niepotrzebne rzeczy do zsypu na śmieci, złapała Rogową za rękę.
- Powiedz mi, kochanie, czy z tobą i twoim mężem wszystko w porządku? – zapytała Roza Lwowna, patrząc mu pytająco prosto w oczy. – Oczywiście, jak zawsze – odpowiedziała Tatiana, z wysiłkiem wyrywając dłoń z upartego uścisku rozmówczyni.
„To dziwne” – emerytka przewróciła oczami ze zdumieniem. – Dlaczego? Rogova wykrzyknęła odruchowo.
- Nie chcę cię denerwować, ale milczeć też nie potrafię – Roza Lwowna zrobiła dramatyczną pauzę. – Widzisz, cały dom już gada o romansie twojego męża z tym… – plotkara skinęła głową gdzieś w górę, dając do zrozumienia, że jest ktoś z piętra wyżej.
- Mów wyraźniej! – zażądała Tatiana, stojąc przed sąsiadką w całkowitym chaosie myślowym. W głowie dziewczyny zaczęły pojawiać się odrażające sceny cudzołóstwa, które widziała w melodramatycznych serialach telewizyjnych.
– Gdzie mogłoby być jaśniej? – Roza Lvivna przeszła do szeptu. – Antoszka nawiązała kontakt z tą Lyarwą, Krywową. Zaczarowałaś go, co?