SIEROTKA KARMIŁA STARSZEGO MĘŻCZYZNĘ W PARKU, A DRUGIEGO DNIA PRZED DOMEM DZIECKA ZATRZYMAŁ SIĘ LUKSUSOWY SAMOCHÓD
— „Kto znowu wbiegł do stołówki i ukradł bochenek chleba?” Pani Linda Foster krzyknęła otwierając drzwi do pokoju dziecięcego.
Była surową opiekunką, której wszystkie dzieci się bały. Nie mogła znieść, gdy za jej plecami działy się różne rzeczy, a ona dowiadywała się o nich za późno.
Dzisiaj Alex nie miał szczęścia. Chłopiec nie ukradł chleba tylko dla siebie, ale podzielił się nim z innymi dziećmi. Jednak nikt nie chciał stawić czoła gniewowi pani Foster, więc Alex wziął na siebie winę za wszystkich chłopców i został ukarany – wysłany do kąta na cały dzień.
Następnego dnia Lindę Foster zastąpiła spokojniejsza i łagodniejsza opiekunka, pani Maria Carter. Przy niej Alex nie czuł się upokorzony ani obrażony. Właściwie nawet nie zrugał dzieci, gdy brały dodatkowe jedzenie ze stołówki. Wiedziała, że każde dziecko musi dorastać zdrowo i że jedzenie jest niezbędne do przeżycia. Poza tym czas spędzony z panią Carter był przyjemny. Wiedział, jak zapewnić im zajęcie i złagodzić ich cierpienie.
Ale gdy złowrogi opiekun był na służbie, Alex zawsze szukał okazji, by uciec z sierocińca.
Tym razem jedenastoletni chłopiec skorzystał ze swojej tajnej drogi ucieczki, którą znał tylko on. Nawet strażnik, wujek Victor, nie wiedział o jego istnieniu. Odsunąwszy kilka desek, Alex przedostał się przez płot i uciekł na wolność.
Był koniec jesieni. Liście już dawno opadły, a śnieg jeszcze nie zaczął padać. Przyroda wydawała się ponura. Ptaki ukryły się przed zimnem, a zimny wiatr wiał nieustannie. Mały chłopiec spacerował po parku w rozpiętym płaszczu, ciesząc się tą niezwykłą samotnością.
Alex chciał być wielki. Chciał opuścić sierociniec, gdzie surowe zasady utrudniały mu życie.
Spacerował między drzewami, słuchając szelestu suchych liści pod stopami. Nad nim krakały wrony, a niebo pokrywały groźne chmury.
Przechodnie spieszyli uliczkami, odwracając wzrok.
Alex przyjrzał się każdemu z nich z osobna.
„Prawdopodobnie mają domy i rodziny, które ich kochają… Po co mieliby mnie potrzebować?” pomyślał smutno.
Nagle nieznajomy wręczył mu małą paczkę.
— „Oto dla ciebie” — powiedział mężczyzna.
— „Dla mnie? Co to jest?”
— „Biscuits. Często widywałem cię włóczącego się tu samotnie. Gdzie jest twoja rodzina?” zapytał nieznajomy.
— „Ja… ja…”
Alex nie chciał powiedzieć prawdy, więc uciekł, mocno ściskając paczkę ciastek.
Po kilku metrach zauważył starszego mężczyznę siedzącego na ławce. Oparł głowę na rękach i zdawał się być zamyślony.
- “Cześć!” Alex przywitał się z nim i podszedł.
Zobaczyła jego smutne spojrzenie i poczuła falę współczucia dla niego.
Usiadła obok niego i zaczęła z apetytem zajadać ciasteczka.
— „Czy możesz mi też dać jednego?” zapytał starzec, wyciągając rękę.
— „Oczywiście! W sierocińcu zawsze dzielimy się jedzeniem między sobą” — powiedziało dziecko, oferując mu ciasteczko.
Potem zamarzło. Chciał zachować w tajemnicy fakt, że mieszka w sierocińcu. On właśnie się zdradził!
— „Więc uciekłeś?” starzec uśmiechnął się smutno. „I oto siedzę tutaj, i nawet nie pamiętam, skąd pochodzę… Chodziłem i chodziłem i zapomniałem. Tacy właśnie jesteśmy, starzy ludzie”.
Alex się zatrzymał.
„Dobrze, że nie pytają mnie o więcej!”
— Naprawdę nic nie pamiętasz? zapytał ciekawy.
Starzec skinął głową.
— „To dla mnie katastrofa… katastrofa. Nikt nie wie, kiedy przyjdzie jego kolej, żeby zapomnieć… Czas mija, a starość przychodzi dla każdego”.
Alex szybko mrugał, uważnie słuchając. Naprawdę było jej go żal!
W sierocińcu miał przynajmniej łóżko, talerz, kubek i łyżkę, ale ten starzec nawet nie wiedział, gdzie mieszka!
— „Masz telefon? Może to pomoże” — powiedziało dziecko poważnie.
Starszy mężczyzna przeszukał kieszenie i wyciągnął stary telefon, który podał Alexowi.
Chłopiec nacisnął przycisk.
Ekran się rozświetlił.
Dzwonił nieznany numer.
— „Ktoś do ciebie dzwoni!” Alex krzyknął. „Czy mamy odpowiedzieć?”
Starzec skinął głową.
— „Myślę, że oni będą lepiej wiedzieć, co powiedzieć…”
Alex odpowiedział.
- “Cześć?”
— „Tato, gdzie ty zniknąłeś? Szukaliśmy cię od wczorajszej nocy!”
— „Cześć, nie jestem twoim ojcem. Znalazłem tego dziadka w parku. Teraz stoję obok niego”.
— „Podaj mi adres!”
Alex podał im lokalizację i po rozstaniu się ze starcem szybko wrócił do sierocińca.
Następnego dnia luksusowy samochód podjechał przed sierociniec.
— „Kto to może być?” mruknął opiekun.
Pani Linda Foster wyjrzała przez okno i zobaczyła elegancko ubranych mężczyznę i kobietę.
— „Przyszedłem po chłopca o imieniu Alex. Ma 11 lat i często ucieka” — wyjaśnił mężczyzna.
Linda zmarszczyła brwi, ale zaprowadziła ich do piwnicy, gdzie zamknęła Alexa.
— „Zamknęliście go?!” wykrzyknął mężczyzna. „To jest nielegalne!”
— „Złamał zasady!” Linda zaprotestowała.
— „Wiesz co? Już niedługo będziesz szukał innej pracy!” odparł mężczyzna.
Zwrócił się do Alexa:
— „Przyszedłem po ciebie.”
— „Po mnie?” – zapytał chłopiec niepewnie.
— Tak — uśmiechnął się mężczyzna. „Nie bój się. Wszystko ci wyjaśnimy.”
Alex dowiaduje się, że mężczyzna był synem starca z parku.
— „Dziękuję za pomoc mojemu ojcu!” powiedział mężczyzna. „Gdyby nie ty, kto wie, jak długo wędrowałby sam”.
Następnego dnia Linda Foster została zwolniona.
Alex po raz ostatni opuścił sierociniec, trzymając za rękę ojca, o jakim zawsze marzył.