Czas na trzeźwy Sejm? Po bójkach i awanturach coraz głośniej o parlamentarnej prohibicji

Wpadki posłów, burdy w hotelu sejmowym, oskarżenia o „bycie pod wpływem” na sali obrad – granica żenady została przekroczona. Coraz więcej głosów, również z samego środowiska politycznego, nawołuje: dość. Sejm to nie knajpa. To miejsce pracy. I to takie, w którym zapadają decyzje mające wpływ na życie każdego obywatela.

Tomasz P. Terlikowski, w swoim felietonie dla WP, nie owija w bawełnę – najwyższy czas wprowadzić zakaz spożywania alkoholu w Sejmie i hotelu sejmowym. Choć – jak sam przyznaje – picie nigdy nie było w polskiej polityce rzadkością, dziś zmienił się jeden, kluczowy czynnik: wszystko widać. Kamery, smartfony, social media – nie ma już gdzie się schować, nie ma co tuszować. I społeczne przyzwolenie też zaczyna pękać.

Terlikowski pisze wprost: jeśli kierowcy autobusów są badani alkomatem, to czemu nie parlamentarzyści? Czemu ci, którzy mają tworzyć prawo, mogą robić to po kielichu?

Jego propozycje są konkretne: testy trzeźwości przy wejściu na salę sejmową, zakaz sprzedaży alkoholu w restauracji i hotelu sejmowym oraz jasny sygnał – życie publiczne to nie pole do popisu dla „patoposłów”.

Czy politycy znajdą w sobie odwagę, by zacząć od siebie? Czy pokażą, że naprawdę chcą zmian?

Leave a Comment