Nowy incydent w sejmowym hotelu znów pokazuje, jak bardzo napięta jest atmosfera wśród parlamentarzystów. Na początku sierpnia doszło do ostrej wymiany zdań między posłami PiS a senatorami KO. Piosenki, prowokacje i wulgaryzmy – tak wyglądało świętowanie zaprzysiężenia prezydenta Nawrockiego. Interweniowała Straż Marszałkowska.
Zaczęło się od „żartobliwej” przyśpiewki śpiewanej przez polityków PiS: „Staszek piątka, Tomek dycha, a dwudziestka dla Giertycha”. Dla senatorów KO to był jasny sygnał – próba upokorzenia i prowokacji. Zwłaszcza że obecny w restauracji Tomasz Grodzki miał usłyszeć to wprost do siebie.
Według relacji opozycji, posłowie PiS byli agresywni i pijani, wyzywali kobiety, a sytuacja była na tyle napięta, że mogło dojść do rękoczynów. PiS z kolei przekonuje, że po prostu śpiewali przy stole i zostali zaatakowani przez „wulgarne panie”.
To już kolejna sytuacja, która rzuca cień na wizerunek polskiego parlamentu. Niedawno w Sejmie doszło do głośnej imprezy, burdę wszczął pijany aktor, a jeden z posłów… wspiął się na dach, by „zrobić sobie zdjęcie”. Obecny Sejm staje się miejscem, gdzie granice zachowania są przekraczane niemal codziennie – a konsekwencji jak na lekarstwo.