Milczenie z kalkulacją? Polska dyplomacja gra o bezpieczeństwo w cieniu tragedii Gazy

Tragedia w Strefie Gazy budzi moralny wstrząs na całym świecie. Wiele wskazuje na to, że działania armii izraelskiej noszą znamiona zbrodni wojennych, a dramat cywilów przybrał rozmiary, których nie da się już ignorować. Mimo to, polska dyplomacja milczy – i jak twierdzi Tomasz P. Terlikowski, nie jest to przypadek. To świadoma, zimna kalkulacja.

Minister Radosław Sikorski unika ostrych słów i stanowczych ocen. Nie oskarża Izraela, nie popiera głośno protestów, nie przyłącza się do globalnego chóru potępienia. Nie dlatego, że nie widzi dramatu. Ale dlatego, że z polskiego punktu widzenia… nie może sobie na to pozwolić.

Dlaczego? Bo Polska nie jest dziś bezpieczną wyspą. Jesteśmy państwem frontowym – z wojną u granic i hybrydowymi atakami na własnym terytorium. A jedynym realnym gwarantem naszego bezpieczeństwa są dziś Stany Zjednoczone – kraj, którego prezydent stoi murem za Izraelem. Dla polskich władz to proste równanie: zbyt wiele ryzykujemy, by pozwolić sobie na dyplomatyczną odwagę.

Choć Terlikowski przyznaje, że to podejście może budzić moralny sprzeciw, podkreśla: MSZ nie może działać jak NGO. Jego zadaniem jest ochrona interesów kraju – nawet jeśli oznacza to trudne, często cyniczne decyzje. Tym bardziej, że Polska już dawno uznała prawo do istnienia państwa palestyńskiego. Teraz nie musi się wychylać.

Polityczna kalkulacja idzie też w parze z walką o wewnętrzne pozycje – Sikorski nie chce oddawać PiS pola do popisu jako „jedyni prawdziwi przyjaciele USA”. W efekcie, jego wyśmiewanie działań posła Sterczewskiego i dystans wobec aktywistów są elementem większej gry.

Ale, jak zaznacza autor, to nie oznacza, że zwykli obywatele mają milczeć. Protestować trzeba. Mówić o zbrodniach – trzeba. Pomagać ofiarom – obowiązkowo. Tyle że nie przez ministerialne deklaracje, lecz przez społeczne działania.

Leave a Comment