– Rosja testuje nas bez przerwy, jak z podręcznika KGB – mówi Linas Linkevičius, były szef litewskiej dyplomacji, w rozmowie z PolskieRadio24.pl. I ostrzega: to nie Ukraina może być celem kolejnego uderzenia, a Polska lub kraje bałtyckie.
Zdaniem Linkevičiusa, działania Rosji są przemyślane, a reakcje Zachodu – zbyt spóźnione i zbyt słabe. – Potępiamy, oburzamy się, ale to nic nie daje. Putin liczy koszty i zyski – a te kalkulacje wciąż wychodzą mu na plus – mówi.
Były minister wskazuje, że Rosja może uderzyć w newralgiczne punkty – takie jak przesmyk suwalski – a jednocześnie nie przekroczyć granicy wojny totalnej z NATO. – Celem jest upokorzenie, pokazanie naszych słabości. Drony, sabotaż, prowokacje – to ich ulubione narzędzia – dodaje.
Linkevičius apeluje o powołanie „koalicji chętnych” do natychmiastowych działań. Bo – jak twierdzi – instytucje jak NATO czy UE są zbyt powolne. – Rosjanie nie czekają. Oni już grają swoją grę. I wiedzą, że Zachód ma problem z szybkim działaniem.
Według niego zwycięstwo Ukrainy jest możliwe, ale tylko „jeśli” Zachód dostarczy realnego wsparcia – nie tylko deklaracji. – Rosji trzeba odpowiedzieć twardo, konkretnie, boleśnie. Inaczej pójdą dalej. I nie zatrzymają się na Donbasie.