Polska 2050 znalazła się w jednym z najtrudniejszych momentów swojej historii. Szymon Hołownia oficjalnie zapowiedział wycofanie się z partyjnego przywództwa i start w konkursie na stanowisko Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców. W partii zawrzało. Atmosfera przypomina – jak mówią działacze – „walkę o spadek, zanim jeszcze wujek odszedł”.
Na faworytkę nowego rozdania wyrasta Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, obecna minister funduszy, ale jej poparcie jest kruche. Wśród potencjalnych kontrkandydatów wymienia się Michała Koboskę, Pawła Śliza, Paulinę Hennig-Kloskę, a nawet Ryszarda Petru, który już ogłosił oficjalny start. Zapowiada powrót do „korzeni Polski 2050” – przedsiębiorczości, zielonej transformacji i odpowiedzialności społecznej.
Jednocześnie wewnątrz partii ścierają się dwa obozy: jedni widzą odejście Hołowni jako naturalny krok w międzynarodowej karierze, inni – jako dezercję w kluczowym momencie. Krytycy Pełczyńskiej-Nałęcz zarzucają jej zbyt konfrontacyjny styl wobec Donalda Tuska i sugerują, że jej wybór może doprowadzić do opuszczenia koalicji rządzącej.
Kampania o nowe przywództwo potrwa do stycznia 2026 roku. Do tego czasu napięcia mogą tylko narastać, a los ugrupowania – które wciąż nosi nazwisko Hołowni – wisi na włosku.