Premier Donald Tusk nie kryje satysfakcji po ogłoszeniu wrześniowych danych o inflacji. Jak wynika z szybkiego szacunku Głównego Urzędu Statystycznego, wskaźnik inflacji wyniósł 2,9 proc. rok do roku – dokładnie tyle, ile miesiąc wcześniej.
Szef rządu podkreślił na platformie X, że osiągnięcie tego poziomu to realizacja jednej z kluczowych obietnic wyborczych. „Koniec pisowskiej drożyzny” – tak określił symboliczny sukces, dodając: „Robimy, nie gadamy”.
Choć średni wzrost cen wyhamował, nie wszystko tanieje. Najmocniej poszła w górę żywność i napoje bezalkoholowe – o 4,2 proc., a energia zdrożała o 2,4 proc. Dobrą wiadomością jest natomiast spadek cen paliw, które w porównaniu z wrześniem zeszłego roku potaniały o 4,9 proc.
Wrześniowy wynik inflacyjny plasuje się w tzw. celu inflacyjnym Narodowego Banku Polskiego (2,5 proc. z odchyleniem ±1 pkt proc.), co oznacza trzeci z rzędu miesiąc stabilizacji.
Rząd chwali się skutecznością, ale pytanie brzmi: czy Polacy faktycznie odczuwają ulgę w portfelach?