Wybory parlamentarne w Mołdawii zakończyły się zaskoczeniem, które z pewnością zabolało Moskwę. Proeuropejska Partia Akcji i Solidarności (PAS), kierowana przez prezydent Maię Sandu, zdobyła większość w parlamencie, skutecznie blokując prorosyjskie ambicje i zapewniając kontynuację kursu na Zachód.
To porażka dla Kremla, który uruchomił całą machinę hybrydową: od finansowania kandydatów, po operacje dezinformacyjne, by zawrócić Mołdawię z drogi do Europy. Ale Mołdawianie – mimo wszystkich wewnętrznych kryzysów – powiedzieli: „nie” powrotowi do rosyjskiej strefy wpływów.
Choć kraj liczy zaledwie 2,5 mln obywateli, a jego PKB nie dorównuje nawet najbiedniejszemu polskiemu regionowi, wynik wyborów miał strategiczne znaczenie dla całej Europy. Mołdawia stała się kolejnym punktem na mapie geopolitycznego starcia: demokracje Zachodu kontra neoimperialna Rosja.
Decyzja Mołdawian to sygnał – zarówno dla Ukrainy, jak i dla Unii Europejskiej – że mimo presji, strachu i kampanii dezinformacyjnej, wola wolnych ludzi potrafi zwyciężyć.