Anatoli ledwo widział drogę przez przednią szybę samochodu. Deszcz padał tak mocno, że wycieraczki nie nadążały za strugami wody.
„Właśnie tego mi brakowało, i to właśnie dziś, kiedy chciałem wrócić wcześniej do domu, po raz pierwszy w życiu” – pomyślał mężczyzna w średnim wieku, ubrany w drogi garnitur. Jego gęste brwi były zmarszczone, a czoło poorane zmarszczkami. Tylko jasnobrązowe oczy pozostały beztroskie, jakby ktoś usunął je z twarzy beztroskiego młodzieńca.
Anatoli uważał, że ciężka praca doprowadzi go do grobu. Tutaj rok mija nie jak dwa, lecz jak kilka. Ale nie miał wyboru.
Dobrowolnie wziął na siebie odpowiedzialność za swoją rodzinę i pracowników. Nie możesz po prostu zostawić wszystkiego. Spójrzmy na tę bezdomną dziewczynę – jest jej wyraźnie gorzej niż mi. Biznesmen przyjrzał się uważnie kruchej postaci drżącej na poboczu drogi. Dziewczyna była źle ubrana i ledwo mogła chodzić. W pewnym momencie się odwróciła i Anatoli dostrzegł na jej twarzy głęboką rozpacz.
Można zrozumieć ból związany z nieznanym. Zatrzymywał się tu i ówdzie i machał, ale żaden samochód się nie zatrzymał. Poza tym nie było to zaskakujące.
Oczywiste było, że dziewczyna nie miała pieniędzy, a nikt nie chciał tracić jej czasu. Żyjemy w czasach, w których każdy jest zdany tylko na siebie. Nie, nie, nawet nie myśl o tym, żeby ją ze sobą zabrać.
Masz już wystarczająco dużo problemów. Śpisz tylko trzy godziny na dobę. Pewnego dnia nie będziesz już w stanie się opierać, spadniesz z nóg, jak koń wyścigowy, który woli umrzeć, niż przejść na emeryturę.
Tak właśnie Tolia nazywał siebie. Jednak kontynuował powolną jazdę i całym sercem miał nadzieję, że dziewczynce pomoże ktoś inny. Tak się nie stało, więc w końcu musiał hamować.
— Hej, pogoda nie jest zbyt dobra na spacery. „Chodź, zabiorę cię” – zaproponował. Nieznajoma spojrzała z powątpiewaniem na drogi samochód i elegancki garnitur kierowcy, po czym pokręciła głową.
„Nie, pobrudzę ci samochód, a nie mam pieniędzy” – przyznała dziewczyna. „Weź ten płaszcz przeciwdeszczowy, połóż go na krześle i wszystko będzie dobrze” – powiedział mu Anatoli. Natomiast skórzane siedzenia były specjalnie wykończone i łatwe do czyszczenia.
Ale skoro było to dla niej aż tak niekomfortowe, musiał pomóc jej poczuć się lepiej. Taka właśnie była Tolia. Pracownicy żartobliwie nazywali go „tatą”, ponieważ miał zwyczaj opiekować się wszystkimi i wszystkim, bez względu na to, czy była to pokojówka, główny inżynier czy ważny biznesmen.
— Dziękuję bardzo, nazywam się Liuda. „Chcę podróżować autostopem po kraju” – wyznała szczupła, drobna blondynka. — Jestem Anatolij. Biznesmen postanowił nie zaczynać od wygłaszania kazań o tym, jak niebezpieczne jest podróżowanie autostopem.
Nie udało mu się reedukować dorosłego człowieka podczas jednej podróży. — Nie myśl, że marnuję czas, ale jak dotąd nie udało mi się znaleźć pracy. Próbowałem pracować w przydrożnych restauracjach, ale wszędzie jest tak samo.
Obrażają cię, źle ci płacą, proponują ci nieprzyzwoite rzeczy. „Jestem po prostu biedna, to nie przestępstwo, to nie powód, żeby po mnie deptać” – westchnęła Liuda. Tolia dobrze znał się na ludziach i wiedział, że nie kłamie.
Widać było, że jest uczciwą osobą, ale pogubił się w życiu. Nie było w niej nic wulgarnego, nie była niegrzeczna, o nic nie prosiła. — Czy próbowałeś pracować na myjni samochodowej? „Czy są teraz w pobliżu jakieś sklepy?” zapytał.
— Tam jest tak samo. Jeśli nie masz nikogo lub nikt cię nie poleci, to na pewno się w coś zaangażują. Nakładają na ciebie kary albo nie wypłacają całej kwoty, oskarżają cię o niedociągnięcia – powiedziała mu Ludmiła.
Anatoli zauważył w lusterku wstecznym, że dziewczyna nie mogła znaleźć chusteczki, by wytrzeć nos. Podał im swój, wykonany na zamówienie, monogram. To był prezent od partnera.
Był tak piękny i drogi, że bałeś się trzymać go w dłoni. Liuda niepewnie wzięła kawałek śnieżnobiałego materiału. — Największą wartością jest człowiek. Powiedziałbym nawet, że bezcenne. „Z czasem to zrozumiesz” – zauważył filozoficznie Anatolij.
Dotarli już blisko centrum miasta, dokąd dziewczyna miała się udać. Wtedy Anatolijowi przyszło do głowy, że może dziewczyna nie miała dokąd pójść, a może ta podróż autostopem była tylko historyjką. Jeśli ją teraz zostawią, to być może Liuda będzie spała na ławce i ktoś na pewno zrobi jej krzywdę.
„Słuchaj, wiesz co, chodźmy do mnie do domu.” „Odpocznij trochę, a potem zdecyduj z jasnym umysłem, co robić dalej” – powiedział mu Anatoli. Widział, że dziewczyna nie czuje się dobrze, trzęsie się cała, albo z zimna, albo ze stresu. Postanowił, że nic nie straci, jeśli podzieli się dachem nad głową i jedzeniem z kimś, kto miał mniej szczęścia. Liuda się naprężyła, lekko zakaszlała i drżącym głosem powiedziała:
— Wiesz, przepraszam, ale twoja propozycja wydaje mi się trochę dziwna. Nie myślę o tobie nic złego, ale cię nie znam i trochę się boję. — Liuda, nie musisz się bać, jestem żonaty, mam syna. Andrușę bolą stopy, ale spodoba ci się. Jest silny, nigdy się nie poddaje.
Anatoli pokazał mu zdjęcie nastolatka o smutnych oczach. Ludmiła milczała, zastanawiając się, co odpowiedzieć, podczas gdy deszcz padał nadal i przywoływał bolesne wspomnienia. W dniu, w którym Ania, jego żona, wiozła Andrieja do szpitala, padał deszcz, który przypominał ten z filmu. Wtedy też doszło do wypadku.
Anna zginęła na miejscu. Andriej pozostał niepełnosprawny i z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu uważał się za winnego śmierci matki. — No, Andriej, miałeś dopiero dziesięć lat, co potrafiłeś? Miałem cię zawieźć do szpitala, obiecałem to twojej matce, ale zamiast tego wybrałem bezsensowne negocjacje, Anatoli powiedział swojemu synowi.
Uparty chłopiec nalegał: „Tato, ty nic nie rozumiesz, skarżyłem się, jęczałem do mamy, ona się rozproszyła i umarła przeze mnie”. Andriej rzeczywiście był trudny, miewał kaprysy, ale był też niezwykle dobry i wrażliwy.
Tolia całym sercem pragnął, aby jego syn wyzdrowiał, zainwestował fortunę w jego leczenie, ale lekarze stwierdzili, że problem leży bardziej w psychice — Andriej odizolował się od świata po śmierci matki. Nawet psychologowie nie potrafili mu pomóc, nie chciał z nimi rozmawiać, a z ojcem rzadko rozmawiał. Trzymało wszystko w sobie, było całkowicie zamknięte. —Andruca, nie możesz tak żyć, na świecie są też dobre rzeczy — mawiał mu ojciec.
— Ojcze, ten świat jest okrutny i pełen fałszywego miłosierdzia, niczego od niego nie chcę, nie chcę być lepszy, zostaw mnie w spokoju — odpowiedział syn. Tolia ożenił się ponownie, mając nadzieję, że łagodna i kochająca kobieta wniesie ciepło do domu, ale jego żona, Swietłana, nie potrafiła dogadać się z chłopcem. Tolia jednak nie miał zbyt dużego pretensji do wysportowanego i energicznego bruneta — on również nie potrafił trafić do serca Andrieja.
Nadzieja była taka, że czas wszystko uporządkuje i że uda im się dojść do porozumienia. — Czy to twoja żona? Głos Liudy wyrwał go z zamyślenia. Zapomniał, że nie jest sam w samochodzie. Deszcz ustał, a on nawet nie zauważył, że ruszył w drogę powrotną do domu, tak bardzo pogrążył się we wspomnieniach.
„Tak, to Sveta” – potwierdził Anatolij. „Wygląda na zdeterminowaną, obawiam się, że nie będzie ze mnie zadowolona” – powiedziała Liuda, a z jej głosu jasno wynikało, że już przyjęła zaproszenie.
Anatolij się uśmiechnął. — Zakwateruję cię w domku gościnnym, więc nikt nie będzie cię niepokoił. A jeśli ci to odpowiada, możesz posprzątać podwórko, a jeśli chcesz więcej pieniędzy, to mam też pracę sprzątacza.
Często przyjeżdżają do mnie goście, więc to sporo pracy. — Och, jeśli to uczciwa praca, to nie mam o czym myśleć. Muszę spróbować. — To tak, jakby sam los zesłał cię do mnie jako pomoc…
— Nie sądzę, że cię zawiodę. „Nie mam żadnych wad, jestem bardzo uczciwa” – powiedziała Ludmiła.
- Wspaniały. Może los zesłał i ciebie. Żadna gosposia nie może dogadać się z moją żoną. „Ostatni właśnie wyszedł” – westchnął Anatolij.
— Cóż, trudno uwierzyć, że byłoby gorzej niż w przydrożnej kawiarni. Jakoś sobie poradzę.
Jednak w głosie Liudy dało się wyczuć strach, że próbuje coś ukryć. Było jasne, że nie miał dokąd pójść, że znalazł się w rozpaczliwej sytuacji. Andriej już wcześniej założył, że Liuda nie jest poszukiwaczką przygód, a jedynie nieszczęsną kobietą porzuconą przez wszystkich, która potrzebuje pomocy.
Ale najgorsze obawy Liudy spełniły się. Kobieta w obcisłej, wiśniowo-czerwonej sukience, gdy tylko zobaczyła gościa, od razu urządziła potworny skandal.
— Tolia, czy nie mam już dość twojego kłopotliwego syna? A teraz przyprowadzasz żebraka do domu? Czy ty ją w ogóle znasz? A co jeśli nas okradną? Może otwiera bramę złodziejom, gdy śpią! Czy myślisz w ogóle o naszym bezpieczeństwie, czy po prostu lubisz odgrywać rolę dobrego Samarytanina? Sveta wybuchła histerią.
A Liuda uważała, że imię Swietłana do niej nie pasuje. Nie była specjalnie „bystra” – sprawiała raczej wrażenie podłej, niezadowolonej dziewczyny. Jasne, nie jest łatwo powitać nieznajomego w swoim domu, ale krzyczenie na cały ogród to już za dużo. Zwłaszcza, że była nienagannie ubrana, miała idealny makijaż i fryzurę, w której żaden włos nie wystawał poza linię.
Żebracy, z którymi mieszkała Liuda, coraz częściej mówili, że tacy ludzie jak oni nie są już nikomu potrzebni. Historie o ratunkach pojawiają się już tylko w filmach. „Twoją jedyną nadzieją jest pamiętać, kim jesteś i skąd pochodzisz, i wrócić do domu” — tak powiedział Aleksiej, ten, który się nią opiekował i nie pozwolił, aby ktokolwiek ją skrzywdził.
— Nie wiem, co robić, nic nie pamiętam. Czasami przypominają mi się fragmenty w obcym języku. Może wcale nie pochodzą stąd, może przyjeżdżają z bardzo daleka? zapytała Luda.
Oczywiście, miała nadzieję, że ktoś ją znajdzie, uratuje, że zawsze będzie mogła zamieszkać w ciepłym domu. Ale czas mijał, a nic się nie zmieniało. Jednak dzisiaj miał szczęście.
Mimo że Anatolij nie był z nią spokrewniony, okazał się dobrym człowiekiem. Jasne, Swietłana była suką, ale musiała to znosić. Następnego ranka Liuda naprawdę się przestraszyła, gdy zobaczyła czystą pościel, wielkie łóżko i eleganckie zasłony.
Wydawało mu się, że ona oszalała. Wtedy przypomniał sobie, że mieszka w domu bogatego człowieka i pomyślał, że musi natychmiast wziąć się do pracy. To była szansa.
Nikt nie toleruje zbyt dużego kęsa. Postanowił poszukać kogoś z personelu i zapytać, co ma zrobić. Następnie Swietłana wyszła na podwórko z chłopcem na wózku inwalidzkim.
Liuda rozpoznała go natychmiast. Na zdjęciu był chłopiec, syn Anatolija. Chciał ich powitać, ale nie udało mu się zwrócić ich uwagi.
Andriej spojrzał na macochę wzrokiem pełnym zmarszczek i wilczego gniewu. Odpowiedziała mu iskrami. „Tak, oczywiście, te dwie zupełnie się nie dogadują” – pomyślała Liuda i powiedziała sobie, że jeśli chce mieć dobre stosunki z gospodynią, to lepiej będzie, jeśli zaproponuje jej swoją pomoc.
Być może w ten sposób z czasem zrozumieją się i Swietłana nie będzie już uważać jej za złodziejkę.
— Swietłana, dzień dobry. Jak widać, nie otworzyłem nikomu bramy w nocy.
Ze złości na twarzy Swietłany wywnioskował, że żart był nieudany. Tylko Andriej, do którego puścił oko, nagle wybuchnął śmiechem.
— To zabawne. „On cię zrujnował” – powiedział chłopiec, uśmiechając się.
— Nie miałem zamiaru nikogo urazić. Po prostu rzucacie w siebie piorunami, a Swietłana uważa mnie za podejrzaną. Chciałem rozluźnić atmosferę. Przepraszam, wyszło źle. „Nigdy nie byłam dobra w żartach” – przeprosiła Liuda.
Chłopiec śmiał się głośno i trzymał się za brzuch.
— Tak, lepiej przestań żartować. A swoją drogą, co robisz na podwórku, gdzie nie masz nic do roboty? Swietłana zapytała, marszcząc brwi. Jej nastrój wcale się nie poprawił. Chciał tylko zapytać o pracę.
Anatoli powiedział, że mogłaby zamiatać podwórko albo pracować jako gosposia. Ludmiła nie okazywała swoich emocji. „Z kobietą taką jak Sveta nie wolno ci okazywać strachu, bo inaczej połknie cię żywcem”.
„Nie myśl, że się tobą zaopiekuję.” Zadzwonię do administratora, żeby znalazł ci jakieś zajęcie. Do tego czasu zabierz tego chłopca na spacer, jeśli udało ci się go rozśmieszyć.
Sveta wróciła do domu z pewnym siebie wyrazem twarzy.
— Jesteś spoko. „Nikt tak szybko nie sprowadził jej na ziemię, nawet ja” – przyznał chłopiec, gdy zostali sami.
— Wygląda na to, że mam supermoc. „Ja też niewiele wiem o sobie” – powiedziała szczerze Liuda. Chłopiec spojrzał na nią z zainteresowaniem.
Andriej z łatwością odróżniał kłamstwo od prawdy i czuł, że dziewczyna nie kłamała.
„Co, spadłeś z innej planety?” zażartował.
- Prawdopodobnie. „Nie pamiętam” – uśmiechnęła się Liuda.
Rozmawiali przez chwilę o różnych nieistotnych sprawach. Anatoli obserwował ich przez okno i cieszył się, że po raz pierwszy od dłuższego czasu komuś udało się wywołać uśmiech na twarzy jego syna i zainteresować go czymś. Biznesmen słyszał, że Swietłana przekazała administratorowi instrukcje dotyczące gościa.
Miał ją nauczyć obowiązków gospodyni domowej. Już wcześniej widział w Liudzie towarzyszkę i opiekunkę syna, ale pomyślał, że dobrze byłoby poznać ją lepiej, zanim powierzy jej to, co uważał za najdroższe. Ponadto sympatia między jego synem a nową gospodynią rosła z każdym dniem.
Rozmawiali już tak, jakby znali się od zawsze, choć minęło zaledwie kilka dni. Ludmiła świetnie radziła sobie ze swoimi zadaniami i cierpliwie znosiła wszystkie uwagi Swietłany. Było jasne, że jest dobrze wychowana i może mieć pozytywny wpływ na Andrieja.
— Tolia, wyciągnij ją! „Pracuje zbyt wolno, jest jak żółw” – powiedziała Swietłana mężowi po kilku dniach. Oczywiste było, że to było kłamstwo. Chciał ją po prostu wydostać stamtąd tak szybko, jak to możliwe.
Nie lubił tego bachora. Nawet nie skomentowała, ale w jej spojrzeniu było zbyt wiele godności.
Miał też czelność patrzeć na Swietłanę z góry, jakby była nikim. To był najważniejszy moment. Zabrano ją z ulicy w łachmanach, a teraz zachowywała się jak hrabina.
Opowiedział o wszystkich swoich myślach Anatolijowi.
— Wiesz co, masz rację. „Ona nie nadaje się na gospodynię domową” – odpowiedział Tolia, ku zaskoczeniu żony, bez dalszej dyskusji…
Była gotowa rzucić mu się w ramiona z wdzięczności, ale on nagle dodał:
— Mam lepsze miejsce dla Ludmiły. Będzie opiekunką lub towarzyszką mojego syna.
W jakiś sposób tej dziewczynie udało się znaleźć klucz do serca Andrieja.
— Świetnie się dogadujemy, nawet osobno. „Nie chcę, żeby jakiś podejrzany włóczęga kręcił się po naszym domu” – warknęła Swietłana.
— Słuchaj, wiesz doskonale, że twoje stosunki z moim synem stają się coraz bardziej napięte. „Więc pozwól mi podejmować decyzje w moim własnym domu” – odpowiedział Anatolij, celowo podkreślając słowa „w moim własnym domu”.
Swietłana wyraźnie słyszała ten akcent i postanowiła przez chwilę milczeć, nie nalegając. Miał nadzieję, że marudny syn wpadnie w złość, pokłóci się z Liudką i problem sam się rozwiąże.
„Oczywiście, jesteś po prostu mężczyzną w tym domu” – szepnęła Swietłana słodkim głosem i na chwilę zrezygnowała z myśli o wyrzuceniu Liudy.
Minął już ponad miesiąc. Ku rozczarowaniu Swietłany, włóczęga nabierał coraz większej pewności siebie i coraz bardziej zaprzyjaźniał się z Andriejem. Niedawno Swietłana podsłuchała dziwną rozmowę.
„Liuda, jesteś świetna, mówisz po francusku lepiej niż mój nauczyciel, a on mieszkał we Francji przez dziesięć lat” – powiedział Andriej. — Wyraźnie coś przed nami ukrywasz. No, powiedz mi, dlaczego pracujesz jako moja niania? Z takim poziomem znajomości języka można znaleźć o wiele lepszą pracę.
— Wiesz, Andrusha, chciałbym ci powiedzieć całą prawdę, ale ja też nic nie pamiętam. Nie pamiętam niczego ze swojego wcześniejszego życia. Wierz mi lub nie, ale twoja macocha ma rację – byłam włóczęgą, przez kilka miesięcy mieszkałam na ulicy, ale przynajmniej to pamiętam. Co było wcześniej… Nie mam pojęcia – wyznała Ludmiła.
„I nie pomyślałeś o tym, żeby pójść na policję?” „Może ktoś cię szuka” – zasugerował sprytny chłopiec.
— Myślałem o tym, ale boję się tego, co mogę odkryć. A co jeśli naprawdę chciałbym zapomnieć o czymś? Luda westchnęła.
„To mówmy po francusku, żeby nikt nas nie słyszał” – zaproponował Andriej, a Swietłana już nic nie rozumiała.
Ponieważ był to jej dzień wolny, Swietłana postanowiła zadzwonić do Anatolija, aby udowodnić mu, że dziewczyna jest podejrzana.
— Chodź, chodź i posłuchaj sam. Twój syn po trzech latach nauki potrafi ledwo sklecić dwa zdania po francusku, a ten, Liudka, mówi jak rodowity Francuz. Wydaje mi się, że wysłali to Twoi konkurenci.
Anatoli wyszedł do ogrodu i wraz z żoną ukrył się za kolumnami altany porośniętej bluszczem.
Rzeczywiście, z ust Ludmiły płynęła czysta, poprawna, bezkompromisowa francuszczyzna.
— Tak, Sveta, myślę, że masz rację. Musimy zachować ostrożność. „Zapytam ją bezpośrednio” – obiecał Anatoli.
Tego samego dnia dotrzymał słowa i wezwał do siebie Liudę.
Jego poważna twarz od razu ją przeraża.
— Ludmiła, przypadkiem usłyszałem, jak rozmawiałaś po francusku z moim synem. Kim jesteś? Czy ktoś cię przysłał? Powiedz prawdę, a znajdziemy sposób na rozwiązanie sytuacji.
„Jeśli tak uważasz, możesz mnie wyrzucić.” „Nie mam ci nic do powiedzenia” – odpowiedziała Liuda.
Teraz wyglądała dokładnie jak Andriej: zamknęła się w sobie, milczała, nie można było z niej wydobyć ani słowa, nawet przy użyciu szczypiec.
Bez względu na to, jak bardzo Anatoli próbował nakłonić ją do rozmowy, nie udało mu się.
Powiedział o tym żonie, która wydawała się bardzo zadowolona.
— Mówiłem ci, że ona jest oszustką! Na co czekasz? Żeby nam zaszkodzić? On wcale się nie broni – ewidentnie coś ukrywa!
Swietłana nadal myślała o mężu: teraz uważała Liudę nie tylko za potencjalną złodziejkę, ale być może nawet za niebezpieczną oszustkę.
— Wszystko jest możliwe. Pomyślę o tym. Podejmę decyzję do końca tygodnia.
Ku rozczarowaniu Swietłany, Anatolij nie wyrzucił jej od razu. Do końca tygodnia nie zdążył tego zrobić. Zamiast tego zaprosił lekarza specjalizującego się w hipnozie.
Chciał się dowiedzieć, co Liuda ukrywa i czy może jej zaufać. Mimo że miał podejrzenia, nie chciał podejmować pochopnych decyzji. Nie chciał niesprawiedliwie skrzywdzić niewinnej osoby.
Stary doktor z wąsami i siwą brodą wchodzi do odosobnionego pokoju z Ludmiłą i Anatolijem. Nikt nie zaprosił Swietłany. Grube, dźwiękoszczelne drzwi biura uniemożliwiały usłyszenie czegokolwiek.
To ją strasznie denerwowało.
Tymczasem lekarz wprowadził Liudę w stan transu. Przyglądała się wahadłu i nawet nie zdała sobie sprawy, kiedy wkroczyła do innej rzeczywistości.
— Co widzisz? zapytał hipnoterapeuta.
— Unoszę się. I mi się to podoba. Woda to mój żywioł! odpowiedziała dziewczyna.
— Czy jest ktoś w pobliżu?
- Tak. Rudowłosa dziewczyna. Uczymy się razem.
— Dlaczego zwróciłeś się do Anatolija? Czego od niego chcesz?
— Kocham Andrieja. Chcę małego chłopca. Anatolij jest dobrym człowiekiem. „Zabierał mnie do siebie, gdy byłam zupełnie zagubiona” – wyznała Liuda.
Udało się uzyskać jeszcze kilka fragmentarycznych odpowiedzi, ale nie na tyle, by ustalić, kim była wcześniej. Tolia była jednak teraz pewna: nie była oszustką.
I nie pojawiła się celowo na jego drodze tamtego deszczowego dnia.
Kiedy Swietłana dowiaduje się, że Liuda zostaje, postanawia podjąć bardziej radykalne kroki. Bez wahania nacisnął hamulec wózka.
Potem słodkim głosem zwrócił się do Liudy:
— Czy mógłbyś zabrać dziecko na spacer do parku? Naprawdę lubi przebywać nad brzegiem rzeki.
„Dlaczego teraz?” Wyglądało to tak, jakby Andriej po prostu spacerował po podwórku, zastanawiała się Liuda.
— Tak, ale udało ci się wniknąć w jego duszę. Być może z Twoją pomocą uda mu się całkowicie wyzdrowieć.
Wiesz, nie byłem wobec ciebie uczciwy. Przepraszam. „Przyznaję, że zrobiłeś wiele dla Andrieja i mój mąż, i ja jesteśmy ci wdzięczni” – powiedziała Swietłana słodkim tonem. Liuda poczuła dreszcz przebiegający jej po kręgosłupie.
Te wymówki zupełnie nie pasowały do surowej natury Swietłany.
Ale ostatecznie kobieta nie prosiła go o nic złego. Być może pod surową maską kryła się troskliwa matka. Być może strach o bliskich uczynił ją zahartowaną.
Jednakże… jednakże Liuda była nieznaną osobą, która pojawiła się znikąd…
Liuda w dużej mierze rozumiała obawy i nieufność.
— Andrușa, mam dla ciebie niespodziankę. „Kierowca twojego ojca zawiezie nas do parku, żebyśmy mogli przejść się wzdłuż rzeki” – radośnie oznajmiła chłopcu.
— Naprawdę nie lubię, gdy ludzie się na mnie gapią. Więc jeśli poczuję się niekomfortowo, to od razu wyjdziemy, OK? Andriej nie był przekonany, czy chce takiego spaceru.
„Oczywiście, nie będę cię zmuszać do pozostania, jeśli nie chcesz” – zapewniła go niania.
Doskonale zrozumiał chłopca. Była także wolnym duchem, nie znosiła dominacji. Jedynym wyjątkiem był związek ze Swietłaną.
Zniósł to wszystko ze szczerego przywiązania do Andrieja i sympatii do Anatolija. Miłość była silniejsza od uporu. Gdy dotarli do parku, Ludmiła przez chwilę pchała wózek inwalidzki. Wtedy Andriej powiedział:
— Myślę, że tutaj jest dobrze. Nie musisz mnie już popychać, krzesło jest automatyczne, mogę poruszać się samodzielnie.
Ludmiła spojrzała na niego niepewnie, ale przypomniała sobie, że chłopak dobrze sobie radził na podwórku, więc nie miała się czego obawiać. Początkowo poruszał się wolno, ale gdy zaczął schodzić w dół zbocza, by zbliżyć się do rzeki, nabrał szalonej prędkości.
— Liuda, nie mogę przestać! Ratunku!
Dziewczyna miała wrażenie, że żyje w koszmarze. Był przerażony, chciał zemdleć, ale wahanie trwało ułamek sekundy. Opanował się, pobiegł do brzegu i skoczył do wody. Udało mu się zobaczyć, gdzie zniknął czubek głowy chłopca.
Woda była mętna i szybko napełniała mu płuca, ale na szczęście Andriej ledwo zatonął i z trudem radził sobie pod wodą, próbując rozwiązać paski. Liuda podpłynęła do niego, pomogła mu wydostać się z krzesła, mocno go objęła i zdecydowanymi ruchami wypłynęła na powierzchnię.
Najtrudniejszą częścią było dopłynięcie na powierzchnię. Chłopiec, przestraszony, przytulił się do niej i niemal pociągnął ją w dół. Liuda odruchowo pogłaskała go lekko po głowie, nie zdając sobie z tego sprawy.
Wtedy zaczął krzyczeć, prosząc o pomoc, ale było wcześnie rano. Andriej chciał wyjść na spacer, kiedy park był pusty. Liuda z wielkim wysiłkiem dociągnęła chłopca do krawędzi pomostu i poślizgnąwszy się kilka razy, udało jej się wydostać.
Natychmiast rozpoczęto sztuczne oddychanie. Andriej kaszlnął, wypluł wodę i obudził się.
„Czy my… żyjemy?” To były jego pierwsze słowa.
- Tak. Ktoś wkrótce przyjdzie.
Kiedy Liuda go ratowała, jej krzyki w końcu przyciągnęły ludzi. A teraz bili brawo dziewczynce za szybkość, z jaką uratowała dziecko.
— Gdzie się tego wszystkiego nauczyłeś? Nie zdążyliśmy nawet interweniować, a on już zrobił wszystko! zastanawiał się mężczyzna w kamizelce, który przyszedł pomóc.
„Ona jest superbohaterką, ale nie pamięta, skąd wzięła te zdolności” – powiedział Andrei ze śmiechem.
Liuda tylko skinęła głową ze wstydem, ponieważ chłopak powiedział prawdę.
Powoli poszli do samochodu i wrócili do domu. Nie było potrzeby udzielania pomocy medycznej.
— Tolia, mówiłam ci, że twój syn nie wpadł do wody przypadkiem, ona chciała go zabić! Swietłana warknęła, sfrustrowana, że spokojny mężczyzna nie doznał czegoś poważniejszego.
Byłoby o wiele bardziej spektakularne, gdyby chłopiec trafił do szpitala lub, co jeszcze lepsze, spotkało go coś gorszego. Wtedy jego ojciec z pewnością zwolniłby tę nianię, której nie mogli się pozbyć. Może mógłby pozbyć się ich obu.
— Svet, ludzie filmowali jak go ratował. Widziałem nagrania.
Wyciągnęli również krzesło z wody — niestety, hamulce zawiodły.
— Gdyby nie Liuda, straciłbym syna! Anatoli kończy dyskusję.
Fakt, że uratował Andrieja, jeszcze bardziej przekonał go, że musi pomóc Ludmile odzyskać pamięć. Był to moralny obowiązek, a dziewczyna wykazała się niezwykłą odwagą.
Razem z detektywem ponownie przeanalizował nagrania rozmowy Liudy z hipnoterapeutą, a także fakt, że dziewczyna świetnie pływała i mówiła nienagannie po francusku. Zaczęli więc szukać na wydziale językowym, aby dowiedzieć się, czy jest tam ktoś, kto również pasjonuje się pływaniem.
To było rzadkie połączenie, nie mogło być wielu takich osób. Anatolij wskazał kilku możliwych współpracowników Liudy. Dziewczyna, która wyglądała jak ona, zniknęła z ich grupy.
Pokazał im zdjęcie, mając nadzieję, że zagadka w końcu zostanie rozwiązana. Młodzi ludzie jednak spojrzeli na obraz obojętnie i chórem rzekli:
— Nie, nie znamy jej. Nie wygląda na to.
Po co kłamać? Anatolij uważał, że się mylił. Musiał spojrzeć w innym kierunku. Przedstawił detektywowi swój wniosek.
— Wiesz, Anatoliju Iwanowiczu, ja bym im nie ufał. Dowiedziałem się, że zaginęła jeszcze jedna rudowłosa dziewczyna z tej samej grupy. Irina była córką bardzo bogatego i wpływowego człowieka – powiedział Iwan.
— Czekaj… ruda? Liuda powiedziała, że była z nią rudowłosa dziewczyna, Tolia się radowała.
- Dokładnie. Przeprowadziłem badania na temat Iriny. Jej ojciec jest przekonany, że została porwana dla okupu. Zapłacił ogromną sumę oszustom, ale dziewczyna nigdy nie wróciła. Może ona już nie żyje. „Niestety, nadal się to zdarza” – powiedział detektyw.
— Wiesz, ojca Iriny poznałem na konferencji, znamy się powierzchownie. „Zadzwonię do niego, może się czegoś dowiem” – zasugerował Anatolij.
— Dobry pomysł. „Będzie wobec ciebie bardziej otwarty niż wobec nieznanego detektywa” – zgodził się Ivan.
Następnego dnia Anatolij nie udał się do biura, lecz bezpośrednio do kwatery Jegora, ojca zaginionej rudowłosej dziewczynki.
Jegor szybko zgodził się na spotkanie – kurczowo trzymał się nadziei, że uda mu się odnaleźć córkę. Anatolij uchodził w wyższych kręgach za poważnego człowieka.
„Człowiek taki jak on nie bredzi.” Jeśli dzwoni, to znaczy, że ma coś ważnego, pomyślał Jegor.
A Tolia powiedział mu wprost, jakie wątki próbuje połączyć…
Uznał, że Jegor jest mądrym człowiekiem i będzie w stanie uzupełnić brakujące elementy układanki.
— Wiesz, wzruszyło mnie to, co mi opowiedziałaś o tym, jak Ludmiła stawiła czoła nurtowi i uratowała twojego syna. Trenerka mojej córki, Ira, była bardzo dobrze wyszkoloną kobietą. I zniknęła wraz z dziewczyną.
„Policja podejrzewała, że ma to związek z porwaniem” – powiedział zamyślony Jegor.
— A co myślisz o tym trenerze? zapytał Anatolij.
— Wątpię, żeby to było możliwe. Była uczciwa, miała zasady i nie sprawiała wrażenia, że ma obsesję na punkcie pieniędzy. „Nie sądzę, żeby mógł zrobić komukolwiek krzywdę” – odpowiedział Jegor.
Wtedy Anatolij doznał olśnienia. Uczniowie nie kłamali, naprawdę nie znali Liudy, ponieważ nie była ich koleżanką z klasy. Najprawdopodobniej była to właśnie ta trenerka. Musiał sprawdzić swoją hipotezę.
— Czy rozpoznajesz kobietę na zdjęciu? Anatolij zapytał, pokazując zdjęcie.
— Oczywiście, że Ludmiła. Była trenerką Iry. A czy wiesz, gdzie on jest teraz?
— To najszczęśliwszy dzień w moim życiu! Jegor się raduje.
„Tylko jeśli cię pamięta” – ostrzegł go Anatoli, mówiąc, że niania jego syna ma zaniki pamięci.
Nie pamiętała prawie nic ze swojego poprzedniego życia.
— Naprawdę chciałbym ją poznać. „Może to pomoże jej wyzdrowieć” – powiedział Jegor.
Był zdeterminowany, by odnaleźć swoją córkę. Nic nie mogło go powstrzymać. Anatolij przyznał, że to realna szansa na odkrycie prawdy.
Następnego dnia wszystko zaczęło się układać. Swietłana poszła do salonu kosmetycznego i nie mogła interweniować.
— Ludmiła, przyprowadziłem kogoś. „Może go poznajesz” – powiedział Anatoli, zapraszając ją do swojego biura.
— Czy on jest dobrym człowiekiem? zapytała Luda. Kiedy przypomniała sobie przeszłość, ogarnął ją nieokreślony strach. Poczuł, że kryje się tam coś groźnego i bolesnego, coś, czego nie chciał przeżywać na nowo.
- Tak. Będę obecny na dyskusji, więc nie musisz się martwić – zapewnił ją Anatoli.
Gdy dziewczyna weszła i zobaczyła Jegora, wydała okrzyk zdziwienia. Pamięć zaczęła powracać. W jej umyśle zaczęły pojawiać się sekwencje. Prowadził rudowłosą dziewczynę w stronę rzeki. Pływali razem.
Irina śmiała się głośno i coś opowiadała. Wychodzili na brzeg… i nagle pojawiali się jacyś obcy i ich atakowali. Następnie silny cios w głowę.
Ludmiła nie pamiętała już niczego, oprócz żebraków, którzy ją znaleźli, ogrzali i uratowali.
— Egor, zostałem poważnie ranny. „Niestety, nie wiem, co stało się z twoją córką” – zakończyła opowieść, dzieląc się swoimi wspomnieniami.
— Proszę cię, Ludmiło, zapamiętaj każdy szczegół! Zrozpaczony ojciec prosi o pomoc.
— Myślę, że Ira miała chłopaka. Historia o nim w dniu ataku. Powiedziała, że Oleg się do niej zalecał, ale ona go tak naprawdę nie lubiła. Nie wiem, czy to pomoże…
Dziewczyna była przygnębiona.
- Dziękuję bardzo. Wyglądasz blado… może powinieneś się trochę położyć, zauważył Jegor.
Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, jak źle czuła się Liuda. Jego nogi się trzęsły, serce biło w szalonym tempie, a w głowie kręciło mu się jak przy lądowaniu samolotu. Obawiał się tych wspomnień. A jednak przybyli.
Dowiedział się, że nie udało mu się uratować swojego ucznia. Czuła się winna wobec Iriny i jej ojca. Lepiej byłoby, gdyby nie wiedzieli.
— Wiem o tym, Oleg. „Musimy przeszukać jego dom” – powiedział Jegor. W międzyczasie skontaktował się z policją i przekazał jej nowe informacje.
„Ale nie mamy nic konkretnego przeciwko niemu”. Jakie masz dowody na to, że przetrzymuje twoją córkę jako zakładniczkę? zapytał oficer. Nie był zdecydowany. Być może dziewczyna uciekła ze swoim chłopakiem, żeby uciec od zaborczego ojca. Albo może Oleg w ogóle nie wiedział, gdzie jest.
Kto wie? Potrafi zalecać się do kilku dziewczyn jednocześnie. A gdy ktoś zniknął, po prostu o tym zapomniał. W młodości może zdarzyć się wszystko. Młodzi ludzie dzisiaj są kapryśni. Właściwie tak samo było z poprzednimi pokoleniami. To właśnie policjant próbował wytłumaczyć Jegorowi.
„Proszę, przynajmniej miej oko na jego dom.” Proszę! Jegor pokazał im nagrania detektywa, na których widać, jak Oleg przed domem rozmawia z kimś i zwraca się do rozmówcy per „Irina”.
„No cóż, to już coś.” Nagranie zostało nagrane w miejscu publicznym, więc jest legalne, cieszy się policjant. Naprawdę chciał pomóc Jegorowi. Nieważne czy są bogaci czy biedni, wszyscy rodzice cierpią tak samo z powodu swoich dzieci.
On sam miał trzech synów. Mimo że najmłodszy miał już 25 lat, nadal się nim opiekował. To prawda, co mówią: duże dzieci, duże problemy.
Szczęście sprzyjało śledztwu. Policja znalazła Irinę w ciąży tuż przed domem Olega.
Namalował samego siebie, miał na sobie okulary przeciwsłoneczne, ale wprawne oko nie mogło go pomylić…
— Irina, pamiętasz, że masz ojca? zapytał policjant bez zastanowienia. Dziewczyna nie wyglądała na przestraszoną ani zdenerwowaną, więc Michaił chciał sprawdzić swoją hipotezę.
Być może zakochała się, uciekła i doprowadziła ojca do szaleństwa bez powodu.
— No cóż, co za bzdura w tej całej historii…
Kobieta zdjęła okulary, a policjant dostrzegł łzy w jej oczach.
Wtedy Irina zaczęła szybko mówić, mówiąc mi, że przyjęła nagrodę i że nie chciała wracać do domu, bo jej ojciec nie akceptował jej związku z Olegiem.
— Poczekaj chwilę. „Chodź, chodź z nami, opowiedz nam wszystko” – powiedział Michaił, wzruszając ramionami.
To jest młodość. Ojciec umiera ze zmartwienia, Liudę mieli zabić, a Irina spokojnie przechadza się po podwórku, przygotowując się do zostania matką.
Irina zgodziła się i wsiadła z nimi do samochodu.
Po drodze powtarzał, że Oleg jest niewinny. Że weźmie całą winę na siebie. Powiedziała im, że poprosiła Olega, żeby lekko uderzył Liudę, żeby ją wykluczyć z gry, ale uderzył ją za mocno.
— To dobry człowiek, nigdy nie zrobił nic złego. Po prostu… byłam w ciąży i chciałam przekonać tatę, że zostałam porwana i że proszą nas o pieniądze. Musieliśmy mieć coś, żeby wychować dziecko.
Irina dotknęła brzucha i wzruszyła ramionami.
— Przez ciebie Ludmiła prawie umarła. „Ona cudem przeżyła” – powiedział ostro policjant, opisując całą historię trenera pływania.
„Nie o to mi chodziło… Przepraszam” – odpowiedziała szczerze Irina, przytłoczona wyrzutami sumienia.
Ale bardziej niż czegokolwiek innego martwiła się o los Olega.
Michaił wcale nie był zaskoczony. Było jasne: ta kobieta, mimo że dorosła, była niezwykle dziecinna.
O tym właśnie myślał.
— Twój ojciec zaraz przyjdzie. Dogadasz się z nim. „Ludmiła nie złożyła skargi, więc tylko twój ojciec jest ranny” – rzekł sucho Michaił.
Kiedy Jegor przybył i zobaczył swoją córkę z wielkim brzuchem, nie potrafił się na nią złościć. Natychmiast ją przytulił. Michaił opowiedział mu już wszystko, a Jegor był przytłoczony emocjami — chciał płakać, chciał się śmiać, nie wiedział, jak zareagować.
— Tato, dam chłopcu na imię po tobie. „To będzie Jegor Olegowicz” – powiedziała nieśmiało Irina, próbując zmienić temat.
Wiedziała, jak bardzo jej ojciec pragnął wnuka, nawet jeśli miał nadzieję na bardziej przyzwoitego zięcia.
„No cóż, Olegowiczu, niech tak będzie…” westchnął Jegor.
— Dobrze, wybaczam ci. To moja wina, że cię za bardzo rozpieszczam.
— Tato, ale Oleg… czy coś mu się stanie? Nawet teraz Irina myślała tylko o swoim kochanku.
— Co się z nim stanie? Kogo to obchodzi? ojciec wykonał gest ręką.
„Wtedy weźmiemy ślub.” Chcę, żeby dziecko urodziło się w rodzinie, a nie poza związkiem małżeńskim.
Irina nawet nie zauważyła, że na głowie jej ojca pojawiły się siwe włosy. Nie rozumiał, że może opuścić nawet to spotkanie. Żył tylko ideą miłości, romansu, przygody, nie dostrzegając własnego okrucieństwa i egoizmu.
Jegor postanowił nie udzielać dalszych wyjaśnień.
— Kiedy jej syn dorośnie, może wtedy zrozumie, co zrobił.
Na razie nie było to potrzebne. Gdyby jego córka sama tego nie zauważyła, słowa nie miałyby żadnej mocy.
— Masz szczęście, że Ludmiła wycofała skargę, gdy policja jej wszystko wyjaśniła. W przeciwnym razie twój chłopak trafiłby do więzienia. To wszystko, co powiedział mu ojciec.
„Wow, ona jest taką dobrą kobietą!” „Poproszę ją, żeby została matką chrzestną mojego syna” – powiedziała Irina radośnie, jakby nic się nie stało.
Jegor postanowił nie mówić nic więcej. Na koniec wszyscy przeżyli i nic im się nie stało.
Pewnego dnia, we właściwym momencie, wytłumaczy dziewczynie, że niemal zniszczył życie sobie i Liudzie. I że wciągnął Olega w ryzykowną przygodę. Ale na razie… pozwólmy jej urodzić w spokoju.
Wyglądała jakby była w ostatnim miesiącu ciąży.
Tymczasem Ludmiła kontynuowała pracę w domu Anatolija. Nie chciała rozstawać się z chłopakiem, którego tak bardzo polubiła.
Pływanie może poczekać. Ale to dziecko jej teraz potrzebowało.
„Andriej, muszę z tobą poważnie porozmawiać” – powiedziała kilka tygodni po incydencie w parku.
“Co się stało?” Nie chcesz tu dłużej zostać? Czy Sveta znów cię zdenerwowała? zapytał chłopiec.
„Nie o to chodzi…” Liuda zawahała się.
Widziała tak głęboki ból na jego twarzy na myśl o rozstaniu, że porzuciła myśl o odejściu.
„To dlaczego masz taką smutną minę?” zapytał Andriej.
— Kiedy cię uratowałem, poszedłeś sam do samochodu, ledwo opierając się o mnie. Potem udawałeś, że wstrząs tymczasowo przywrócił ruchomość twoich nóg.
Ale ja w to nie wierzę. Nie sądzę, żebyś był niepełnosprawny. „Oszukujesz nas wszystkich” – powiedziała Liuda.
— To prawda. Nienawidzę Svety. A ja chcę, żeby mój tata zwracał uwagę tylko na mnie.
Ona go nie kocha, a ja… czy jestem zły? zapytał chłopiec.
— Nie o to chodzi. Jesteś dobry, ale nieładnie kłamać. Twój ojciec bardzo cierpi z twojego powodu. A ty ukrywasz, że wszystko u ciebie w porządku – westchnęła Ludmiła.
„A czy masz jakieś marzenia?” Andriej zapytał nagle.
„Tak” – zaskoczyła go dziewczyna. Chciałem wygrywać zawody pływackie, może nawet igrzyska olimpijskie.
Potem miałem wypadek i zostałem trenerem. To była prawda. Od dzieciństwa kochał dwie rzeczy – pływanie i język francuski.
Ale pływanie zawsze było na pierwszym miejscu. Niestety, marzenie się nie spełniło.
— Czy dla Ciebie też było ciężko, gdy Twoje marzenie nagle zniknęło? zapytał chłopiec, patrząc na nią bardzo poważnie.
— Tak, to prawda. „Jesteś bardzo mądry” – potwierdziła Ludmiła.
— A moim marzeniem jest mieć kochającą rodzinę. A Swietłana nie jest jego częścią. Wiem, że chce zrobić krzywdę tacie.
Ale nadal nie mogę tego udowodnić. Więc proszę, nikomu nie mów, że mogę iść. „To jedyny sposób, w jaki mogę ją szpiegować, podsłuchiwać” – zapytał Andriej.
Liuda objęła go ramionami i westchnęła.
Obiecał jej, że nic nie powie…
Na razie.
„Dobrze, kiedy będziesz przekonana, że twoja macocha nie stanowi zagrożenia, to opowiesz wszystko ojcu, jak tylko będziesz miała dowody” – westchnęła Ludmiła.
— Ona jest niebezpieczna! Andriej zaprotestował.
„W takim razie opowiedz o wszystkim tacie… ale dopiero wtedy, gdy będziesz mieć coś konkretnego” – dodała Liuda łagodnie.
„Nie wierzysz mi, prawda?” chłopiec się złości. Ludmiła głaszcze jego włosy z ciepłą czułością.
„Jak bardzo jest podobny do ojca… Dobry, uparty, dostojny i odważny” – pomyślała. Nagle poczuła wielki smutek, gdyż wiedziała, że to nie jej syn.
Ostatnio za dużo myślał o Anatoliju. Marzyła o tym, jak by było, gdyby był jej mężem. Wiedział, że to tylko fantazje, ale nie potrafił się ich pozbyć.
Myślała nawet o opuszczeniu tego domu, ale nie mogła zostawić Andrieja, który szczerze się do niej przywiązał.
A jednak spotkania z Anatolijem stawały się coraz trudniejsze. Bez względu na to, jak bardzo ukrywała swoje uczucia, prędzej czy później on je zauważał — był zbyt inteligentny i przenikliwy.
Podobnie jak jego żona. Gdyby Swietłana zdała sobie sprawę, że Liuda żywi uczucia do jej męża, wybuchłby potworny skandal.
Cóż za pokręcona sytuacja…
Myślał o tym wszystkim spacerując po ogrodzie. I nagle usłyszał głos Swietłany. Dziwne, że była na zewnątrz, chociaż było bardzo zimno i wietrznie, a ona nienawidziła takiej pogody.
Jeszcze dziwniejsze było to, że mówiła szeptem – ona, która zwykle krzyczała niemal przy każdej okazji. Ci, którzy znali ją mniej, mogli odnieść wrażenie, że ciągle krzyczy.
Liuda podkradła się do altany, ukryła się za drzewem i nasłuchiwała.
— Ilia, jeśli mnie naprawdę kochasz, to mi pomożesz. To najlepszy czas na usunięcie Tolika. On mnie już nie kocha. Jasne jest, że chce mnie wyrzucić. Jak przyszedłem, tak odejdę? Nie mogę tak żyć! Swietłana szepnęła.
— Nie, nie zamierzam nikogo zatrudniać. Nie chcę iść do więzienia. „Ty sobie poradzisz, a my podzielimy się wszystkim” – powiedział męski głos.
Liuda zamarła ze zgrozy.
Wiatr wiał jeszcze mocniej, ale ona już go nie czuła. Cóż za zbieg okoliczności — dopiero dziś Andriej opowiedział mu o swoich obawach, a one już się spełniły.
Pozostała nieruchomo, słuchając, chociaż Swietłana już dawno odeszła.
Dopiero gdy zdrętwiały mu od zimna ręce, zdał sobie sprawę, że minęła już cała godzina. Andriej zapewne już jej szukał.
— Liuda, gdzie ty zniknęłaś? Bałem się. „Myślałem, że odeszłaś po tym, jak powiedziałem ci prawdę” – chłopiec był szczęśliwy, gdy ją zobaczył.
— Nigdy bym nie odszedł. „Nie z własnej woli” – odpowiedziała, próbując ukryć łzy.
— Płaczesz? Andriej zapytał i przytulił ją jak małe dziecko.
— Nie, to od deszczu. Wiesz, naprawdę lubię taką pogodę. To był deszczowy dzień, kiedy twój ojciec zabrał mnie ze sobą. Gdyby to nie był on…
„Mama mnie do ciebie przysłała.” „Aby się mną opiekować” – powiedział chłopiec z przekonaniem.
Powiedział, że ukazała mu się we śnie i wyjaśniła, że Liuda zaopiekuje się zarówno nim, jak i jego ojcem.
— Powiedział też, że zamierzacie się pobrać. „Ale to tajemnica” – dodał szeptem.
Liuda była bez słowa. Jak to było możliwe? Czy jej fantazja może się spełnić? Ale nie… Nie powinien wierzyć w takie szczęście. Aby później nie cierpiał.
Miał kiedyś sen, ale się rozwiał. Więc teraz nie spodziewał się już niczego dobrego od życia. Być może marzenia innych się spełniały. No cóż… wystarczyło mu po prostu żyć spokojnie.
Wieczorem Anatolij wrócił do domu. Był w złym humorze, ale Ludmiła mimo wszystko postanowiła opowiedzieć mu to, co usłyszała.
— Chciałbym porozmawiać prywatnie. Może w Twoim biurze? zasugerowała.
„Czy nie możemy porozmawiać innym razem?” Czy coś się stało Andreiowi? zapytał.
Liuda twierdzi, że to sprawa ściśle tajna. Na koniec Anatoli zaprosił ją do biura.
“Co się stało?” zapytał.
— Widzisz… Szedłem po ogrodzie i usłyszałem, jak twoja żona rozmawiała z kimś o… tym, jak cię wyeliminować. Nie miałem przy sobie telefonu, nie nagrałem tego, ale tak powiedział.
A Liuda opowiedziała mu dokładnie to, co usłyszała.
Bała się, że powie coś nie tak, że zostanie źle zrozumiana.
— Słuchaj, wiem, że masz trudne relacje ze Swietłaną i szczerze mówiąc, nam też nie układa się najlepiej. Podobasz mi się, ale nie zmyślaj… Przecież ona jest macochą Andrieja.
— Tak, była wobec ciebie niesprawiedliwa, kiedy powiedziała, że chcesz zabić chłopaka, ale mimo wszystko… nie rób z niej przestępcy — dodał Anatolij.
— Niczego nie wymyślam! Liuda jest głęboko zasmucona.
Czy on właśnie tak o niej myśli? Że jest naiwną marzycielką, która chce zostawić żonę i wszystko zmyśla?
„Więc tak o mnie myślisz…” powiedział, a jego policzki zapłonęły.
— Jestem ci wdzięczny… ale może źle usłyszałeś. Zdarza się. Może po prostu nie lubisz Swietłany… i wiesz, jak to jest…
— Aha! Nie podoba mi się to tak bardzo, że mam halucynacje słuchowe! Liuda wybuchła.
— Ale… miałeś zanik pamięci. Z mózgiem może dziać się wiele rzeczy. „Nie myślę o tobie źle” – przeprosił Anatoli, zawstydzony.
Ponownie przeprosił, ale wyraźnie podkreślił, że nie chce, aby ten temat był ponownie poruszany.
„Już nie wiem, co robić” – pomyślała Liuda, wychodząc z biura.
Ale jedno było pewne: to z pewnością nie był odpowiedni moment, aby mówić mu, że jego syn wcale nie jest niepełnosprawny…
„Tym bardziej, że obiecałam to mojemu synowi” – pomyślała Liuda.
W myślach już tak nazywał Andrieja — „mój syn”. I zdał sobie sprawę, że znów wybiega myślami zbyt daleko. Anatolij nie tylko nie podzielał jej uczuć, ale także jej nie ufał. I nie mniej, nie więcej wyobrażała sobie, że wychodzi za niego za mąż.
„Co za bzdura. Muszę widzieć rzeczywistość taką, jaka jest. Dla niego zawsze pozostanę włóczęgą, którego przygarnął z litości. To wszystko”, powiedziała sobie.
Liuda jednak postanowiła opowiedzieć Andriejowi to, co usłyszała i zaproponowała, że będzie spać w swoim pokoju. Niedawno przeniesiono ją do głównego domu, znajdującego się w pobliżu biura, w którym pracował Anatoli, i czasami zostawała tam na noc.
„Będziemy stać na straży twojego ojca”. „Zrobimy, co w naszej mocy” – powiedziała Liuda.
Tak naprawdę bał się o chłopca. Kto wiedział, jakie plany miała Swietłana? A co jeśli zaplanował również śmierć dziecka? Czego więcej mógłby potrzebować nieznośny pasierb, który został bogatą wdową? Mogliby dokonać rabunku — złodzieje „przypadkowo” zabili zarówno dziecko, jak i męża. Żadnych śladów.
Liuda nawet nie wiedziała, jak blisko prawdy była.
O drugiej w nocy Andriej ją obudził. Jego oczy były szeroko otwarte z przerażenia. Podnosił palec do ust.
— Mamo, słyszę kroki. Nie jestem ani ojcem, ani Swietą, ani żadnym służącym. „To ciężkie kroki, idź dalej” – wyszeptał.
I Liuda ich usłyszała. Miał rację.
„Ale jak oni się tu dostali?” „W nocy obowiązuje ochrona” – wyszeptała.
— Usłyszałem kroki Swietłany. „Otworzyła je” – szepnął Andriej.
— Bądź cicho. Nie wstawaj z wozu, to nic ci nie zrobią. Przyciągnę ich. Dzwonisz na policję.
Liuda wsunęła telefon pod koc.
W tym momencie rozległ się hałas, krzyki. Ktoś próbował wyważyć drzwi do ich pokoju.
„Jest tam starsza kobieta i niepełnosprawny dzieciak” – powiedział krępy, zamaskowany mężczyzna.
— Zwiąż ją i zanieś na górę. Zostaw dziecko w spokoju, i tak nic nie może zrobić. „Swieta powiedział, że nie potrafi nawet sam wejść po schodach” – powiedział drugi.
— Zamknij się, głupcze. Powiedział, żeby nie wymawiać jego imienia, ostrzegł go pierwszy.
— A co jeśli? Kto w to uwierzy? odpowiedział drugi.
Liudę związano i zabrano na górę. W biurze Anatoli siedział na kanapie, pobity, z opuchniętą i posiniaczoną twarzą. Dwaj napastnicy zażądali kodu do sejfu, grożąc, że go zabiją.
— Musimy zyskać na czasie. Jeśli dasz im pieniądze, zabiją cię od razu, po prostu rusz ustami, Liuda. Anatolij zrozumiał i skinął głową.
Nadal nie wiedział, że ochroniarz nie przyjdzie, bo Swietłana wyłączyła alarm.
„Powiedz mi kod, albo cię zabijemy?” jeden z napastników mu grozi. Podniósł kij tak gwałtownym gestem, że Liuda zrozumiała, że Anatoli nie wytrzyma kolejnego ciosu.
Andriej prawdopodobnie już zadzwonił na policję. Był mądrym dzieciakiem i nikt nie spodziewał się, że przyjdzie i poprosi o pomoc.
„Gdzie jest Swietłana?” Liuda nagle zapytała.
- Kto? Pani domu? Związałem to. „Mówi, że nie zna kodu” – powiedział jeden z mężczyzn, patrząc na nią ze zdziwieniem.
Liuda rozpoznała jego głos. To on wymienił imię Swietłany. Zatrzymał go: miał szerokie ramiona i imponującą postawę. Najbardziej prawdopodobne, że był to jej kochanek.
Czas płynął niebezpiecznie szybko.
Swietłana tak, potrzebowała pieniędzy. Ale najbardziej chciała pozbyć się męża.
Liuda postanowiła zaryzykować:
„Która kochanka?” Jesteś jej kochankiem, prawda? Ilia, prawda? Myślisz, że jesteś mądry? No cóż, policja już jest w drodze.
Zarówno napastnicy, jak i Anatoli, postrzegali ją jako mówiącą statuę.
“Co mówisz, zrób to?” Gdyby ten byk wiedział o naszych kochankach, to przy pierwszej okazji wyrzuciłby żonę i nie pozwoliłby się bić jak głupiec!
Ilia był impulsywny i wbrew swojej woli zdradził się. Jego partner rozpaczliwie próbował go uciszyć. Ale było już za późno.
Zyskany czas okazał się wystarczający. Anatoliemu udało się nieco poluzować węzeł w dłoniach…
…Po co potrzebna jest druga osoba, Swietłano? — zapytał policjant, patrząc na nią z uniesioną brwią.
Swietłana, związana i przeklinająca pod nosem, milczała. Wiedział, że cokolwiek teraz powie, nie zmieni to jego losu. Cały plan, który w jej głowie zdawał się idealny, rozpadł się niczym domek z kart.
„Co, usta ci się nagle zamknęły?” No cóż, widzisz, kiedy planowałeś potrójne morderstwo, nie miałeś żadnego wstydu. „Nagle stałeś się świętym” – powiedział ostro policjant.
Podczas gdy ekipa interwencyjna eskortowała bandytów i byłą panią domu w oddzielnych samochodach, lekarze opatrzyli Anatolija w karetce. Miał kilka pękniętych żeber, lekki wstrząs mózgu i podbite oko, ale się uśmiechał.
Uśmiechał się, bo jego syn żył. Ponieważ Ludmiła żyła. Bo mimo wszystkich ciosów, zło zostało powstrzymane na czas.
„Liuda… byłaś niesamowita” – wyszeptał, gdy lekarze go opatrywali.
„Nie mogłam się powstrzymać” – odpowiedziała, trzymając go za rękę.
Anatoli lekko ścisnął jej palce. Nie było już miejsca na wątpliwości. Coś się między nimi zmieniło. Nie było to już tylko uczucie wdzięczności, było to coś głębszego, bardziej ludzkiego i prawdziwszego.
„Tato, to było fajne, prawda?” Andriej powiedział, a jego policzki poczerwieniały ze wzruszenia. — Ja mówię: wyrzućmy wszystkich bandytów, ale zostawmy Liudę!
„To najlepszy pomysł, jaki dziś słyszałem” – uśmiechnął się Anatolij.
— I… mogę znowu chodzić, tato. Od dawna. „Bałem się, ale już się nie boję” – dodał chłopiec z niespodziewaną powagą.
— Bałeś się, ale postanowiłeś nas uratować. „To się nazywa odwaga, synu” – powiedział Anatoli, przyciskając czoło do czoła chłopca.
Lekarz pogotowia ratunkowego kaszlnął lekko, przyciągając ich uwagę.
— Panie, czy możemy pojechać do szpitala?
- Oczywiście. Liuda, idziesz ze mną? zapytał Anatolij.
- Oczywiście, że tak. To jest moje miejsce.
Andriej uśmiechnął się szeroko. W końcu jego rodzina zaczęła wyglądać… jak rodzina.
I gdzieś w zacisznym zakątku duszy Liuda po raz pierwszy poczuła, że marzenia czasami naprawdę mogą się spełnić.
Jeśli spodobała Ci się ta historia, nie zapomnij podzielić się nią ze znajomymi! Razem możemy przekazać emocje i inspirację.