Mimo że Unia Europejska szykuje już dziewiętnasty pakiet sankcji, a Donald Trump naciska na Turcję, by ta przestała kupować rosyjskie surowce, pytanie o realną skuteczność presji ekonomicznej wciąż pozostaje otwarte. Głos w tej sprawie zabrała dr Beata Górka-Winter z Uniwersytetu Warszawskiego, wskazując jednoznacznie, gdzie Rosja jest najbardziej wrażliwa.
– Jeśli naprawdę chcemy uderzyć w Rosję, musimy celować w jej sektor paliwowy i surowcowy – podkreśliła ekspertka w rozmowie z Polskim Radiem 24. To właśnie z tych gałęzi gospodarki Kreml czerpie największe dochody.
W rozmowie odniesiono się także do wypowiedzi Donalda Trumpa, który podczas spotkania z Recepem Tayyipem Erdoganem w Białym Domu stwierdził, że najlepszym krokiem ze strony Turcji byłoby odcięcie się od rosyjskiej ropy i gazu, co mogłoby znacząco osłabić Moskwę.
Dr Górka-Winter zaznaczyła również, że Arktyka może okazać się strategicznym punktem nacisku – to tam Rosja rozbudowała swoją obecność militarną i gromadzi zasoby naturalne. Działania NATO w tym regionie mogłyby boleśnie uderzyć w interesy Kremla, tym bardziej że do rywalizacji o Arktykę dołączają już także Chiny.
Ekspertka zauważyła, że Ukraińcy zrozumieli wagę uderzeń w rosyjską infrastrukturę paliwową – atakują instalacje naftowe, logistykę i rafinerie, co skutkuje lokalnymi niedoborami paliwa w Rosji. – I to właśnie jest droga do zwycięstwa w tej wojnie. Nie poprzez bezpośrednią walkę, ale przez odcięcie finansowania – oceniła.
Jak przypomniała, Związek Radziecki też “stał”, aż w końcu upadł. Choć rosyjska gospodarka jeszcze funkcjonuje, straty są realne – ucieczka zagranicznego kapitału, brak nowoczesnych technologii i exodus wykształconych pracowników zaczynają robić swoje.
– Żeby prowadzić wojnę, trzeba mieć pieniądze. A nawet najbardziej lojalni żołnierze kiedyś powiedzą “dość” – podsumowała.