Wołodymyr Zełenski, przemawiając podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ, nie owijał w bawełnę: Rosja nie zamierza się zatrzymać, a kolejnym celem może być Mołdawia. Ukraiński prezydent apelował do światowych liderów, by nie powtórzyli błędów z przeszłości, gdy zbyt późno zareagowano na agresję Kremla wobec Gruzji i Białorusi.
Zełenski podkreślił, że w XXI wieku o losach narodów nadal decyduje siła militarna i lojalność sojuszników, a nie martwe zapisy prawa międzynarodowego. – To chore, ale rzeczywistość jest brutalna: przetrwają tylko ci, którzy są uzbrojeni i mają wpływowych przyjaciół – mówił. Jego zdaniem nawet członkostwo w NATO nie daje gwarancji bezpieczeństwa, czego dowodem miać były rosyjskie drony w polskiej przestrzeni powietrznej.
Ukraiński przywódca odniósł się też do wojny technologicznej, która jego zdaniem przedefiniowała zasady prowadzenia konfliktów. – Drony nie znają granic, a technologia już nie tylko śledzi geografię – ona ją kształtuje – ostrzegł.
W emocjonalnej części przemówienia Zełenski wymienił narody, które zostały porzucone przez świat: Syrię, Palestynę, Sudan, Somalię. Podkreślił, że brak zdecydowanej reakcji wobec Rosji oznacza ciche przyzwolenie na kolejne ofiary. – To od was zależy, czy wojna się skończy, czy porwane dzieci wrócą do domów – grzmiał z mównicy.
Najmocniejszy sygnał dotyczył jednak Mołdawii, którą Rosja – jak mówił Zełenski – stara się poddać podobnej destabilizacji jak wcześniej Gruzję i Białoruś. – Europa nie może sobie pozwolić na utratę kolejnego sąsiada. Straciliśmy już zbyt wiele – ostrzegł.