Sejm zamarł. Podczas specjalnego posiedzenia poświęconego bezpieczeństwu narodowemu, prezydent Karol Nawrocki niespodziewanie zabrał głos i… kompletnie zmienił ton obrad. To, co miało być rutynowym wystąpieniem głowy państwa, przerodziło się w bezprecedensowy atak na rząd i klasę polityczną.
– Polacy nie wybrali nas po to, żebyśmy się chowali za urzędniczym bełkotem. Dziś trzeba mówić wprost: państwo zawodzi obywatela, a rząd boi się prawdy – grzmiał Nawrocki, spoglądając w stronę ław rządowych.
Na sali zapadła cisza. Nawet posłowie koalicji rządzącej nie kryli zaskoczenia. Premier Tusk, obecny na sali, nie zareagował natychmiast, ale jego doradcy widocznie szeptali coś nerwowo w jego otoczeniu.
Prezydent kontynuował z coraz większą mocą:
– Jeśli parlament nie ma odwagi działać, zrobię to sam. Mam mandat od narodu, nie od salonów politycznych!
Oklaski i oburzenie
Część sali – głównie ławy opozycji i niezrzeszonych – zareagowała brawami. Reszta patrzyła osłupiała. Po zakończeniu przemówienia część posłów opuściła salę, a inni próbowali w pośpiechu skonsultować się ze swoimi liderami klubowymi.
W mediach społecznościowych wybuchła burza. Hasztagi #NawrockiWSejmie, #PadłySłowa, oraz #PolskaNaZakręcie zaczęły dominować w trendach w ciągu zaledwie godziny.
Czy to początek nowego kryzysu?
Eksperci już mówią o najostrzejszym wystąpieniu prezydenckim od 1989 roku. Pojawiają się głosy, że Nawrocki może szykować własną inicjatywę ustawodawczą, niezależną od rządu. Niektórzy idą dalej – spekulując o rozwiązaniu Sejmu lub wezwaniu do przedterminowych wyborów.
Rząd milczy. Ale jedno jest pewne – Sejm już nie będzie taki sam.