Sto lat temu w Tatrach doszło do jednej z najbardziej zagadkowych katastrof w historii polskiej turystyki górskiej. W sierpniu 1925 roku zginęli warszawski prokurator Kazimierz Kasznica, jego 12-letni syn Wacław i 21-letni taternik Ryszard Wasserberger. Jedyną, która przeżyła, była Waleria Kasznica – żona i matka ofiar. Przez kolejne siedem lat musiała zmagać się nie tylko z traumą, ale też z oskarżeniami, które zamieniły jej życie w koszmar.
Grupa wyruszyła w trasę przez Lodową Przełęcz w towarzystwie młodych taterników. Gdy warunki pogodowe dramatycznie się pogorszyły, rozdzielili się – z Kasznicami został tylko Wasserberger. Tego, co wydarzyło się później, dowiadujemy się tylko z relacji Walerii. Trzy osoby zmarły niemal w tym samym czasie – rzekomo z wycieńczenia i wychłodzenia. Ona sama przeżyła, czuwając przy ciałach przez ponad 48 godzin.
Pojawiły się oskarżenia: czy koniak, którym poiła umierających, mógł być zatruty? Czy naprawdę była tylko ofiarą dramatycznego zbiegu okoliczności? A może… przetrwała dzięki bezwzględnej kalkulacji?
Sekcja zwłok wykluczyła działanie osób trzecich, ale tajemnica i plotki nie umilkły. Nawet dziś ta historia nie daje spokoju – łączy dramat, surowość gór i cienką granicę między ofiarą a podejrzaną.